To z myślą o takich filmach stworzyliśmy dzisiejszy ranking. Znajdziesz w nim najlepsze horrory psychologiczne, które przyprawiają o dreszcze, wciągają i pozwalają zajrzeć w głąb ludzkiego umysłu – a ten jest przecież kopalnią pomysłów dla filmowców. Oto 5 horrorów psychologicznych, które przygotowaliśmy w naszym zestawieniu.
Pewien mężczyzna postanowił zażyć kąpieli w jednej z australijskich myjni samochodowych. Nagrała go jedna z kamer monitoringu. Wideo z kompletnie nagim bohaterem właściciele myjni opublikowali na Facebooku.
2018. 1 godz. 40 min. 5,2 17 971. ocen. 4,2 5. ocen krytyków. Amerykański rząd wprowadza eksperymentalną formę walki z przestępczością. Raz do roku przez 12 godzin każde naruszenie prawa, również morderstwo, jest całkowicie legalne. Film zawiera sceny po napisach czytaj więcej.
Pobierz z Pexels darmowy film z galerii „” w wysokiej rozdzielczości! To tylko jeden z wielu świetnych darmowych filmów z galerii na temat: błazen, czerwony balon & horror
Przerażający mężczyzna terroryzuje kobiety. Po raz kolejny powrócił temat przerażającej osoby, która zakłada strój niczym z horroru i nęka przedstawicielki płci pięknej. W mediach pojawiło się zdjęcie mężczyzny w strasznym lateksowym stroju. Jedna z kobiet postanowiła opowiedzieć o spotkaniu z tajemniczą osobą. Jej relacja przyprawia o dreszcze. W sprawę już teraz
19.05.2019 19.05.2019 Janek Brak komentarzy 4k, Być patriotą — zaprasza Hasan Minhaj, Czarna lista, Lowriders, Lowridery, Mężczyzna w ścianie, Na pokuszenie, Netflix, Netflix filmy, Netflix nowości, Netflix oferta, netflix pl, Netflix Polska, Netflix Premiery, Netflix seriale, Netflix zwiastuny, Patriot Act with Hasan Minhaj, Supergirl
KcZSBw. To historia jak z horroru. 21-letni Zacharias Adrian Cavasos poznał 12-latkę za pomocą mediów społecznościowych. Kiedy się umówili na spotkanie, specjalnie przyjechał z Waszyngtonu do Oregonu. Mężczyzna potajemnie mieszkał w sypialni dziewczynki, ukrywając się w jej szafie. Zobacz film: "Historia Tanyi Nicole Kach. Seksualna niewolnica czy zbuntowana nastolatka?" spis treści 1. Dziecko umawia się przez internet 2. Areszt za wykorzystanie seksualne małoletniej 3. Adwokat: Cavasos myślał, że to związek romantyczny 1. Dziecko umawia się przez internet Zacharias Adrian Cavasos po raz pierwszy skontaktował się z dziewczynką w grudniu ubiegłego roku. Pisał do niej na Facebooku, Snapchacie, Instagramie oraz wysyłał SMS-y. Przez miesiącukrywał się w pokoju 12-latki (michigan sheriff) Według prokuratury Cavasos zaproponował 12-latce spotkanie. Dziewczynka miała go znaleźć w hotelu z kasynem, niedaleko miasta Kennewick. Zgodnie z opisem zawartym w aktach sądowych, Cavasos potajemnie przeprowadził się do pokoju dziewczynki kilka dni później. 21-latek zdemontował listwy utrzymujące materac, dzięki czemu mógł chować się pod łóżkiem. Ukrywał się również w szafie. Prawie 2 tyg później dziadek 12-latki odkrył i wykrzucił z domu Cavasosa. Mężczyznie jednak udało się znowu niezauważonym wślizgnąć się do pokoju dziewczynki. Według prokuratury przebywał tam kolejne 10 dni, kiedy został zatrzymany przez policję. 2. Areszt za wykorzystanie seksualne małoletniej Jak informuje "The Oregonian", Zacharias Adrian Cavasos został oskarżony o wykorzystywanie seksualne małoletniej w sądzie okręgowym w Portland w USA. Według prokuratury, Cavasos przyznał się do kontaktu z dziewczyną. Prokuratura potwierdziła również, że oskarżony przyznał się że "uprawiał seks z 12-latką wiele razy". "Kiedy zaczęłam czytać o charakterze zarzutów, naprawdę byłam bardzo zaskoczona. Nie byłam świadoma istnienia kogoś, kto mógłby przez miesiąc mieszkać w sypialni 12-latki" – przyznała sędzia Youlee Yim You. "Niepokoi mnie fakt, że pomimo znajomości wieku ofiary i faktu, że miał nie wracać do miejsca jej zamieszkania, zrobił to i rzekomo popełnił to samo przestępstwo" - dodała sędzia. 3. Adwokat: Cavasos myślał, że to związek romantyczny Thomas Price, adwokat Cavasosa, przekonał sędzię, by zwolniła jego klienta z aresztu. Mężczyzna ma czekać na proces w domu trzeźwości "Aloha", gdzie będzie pod stałą kontrolą policji. Price argumentował, że Cavasos jest niedojrzały emocjonalnie, może też być niepełnosprawny intelektualnie. Adwokat również podkreślił, że Cavasos nie ma przeszłości kryminalnej, a zarzuty nie dowodzą, że był brutalny. Według Price’a, 21-latek mógł uznać spotkanie z dziewczynką za "związek romantyczny". Prokuratura odrzuciała jego tłumaczenie. "Nie jest to możliwe, ponieważ ofiara nie może legalnie wyrazić zgody" – powiedziała Jennifer Martin, asystentka prokuratora. Przez miesiącukrywał się w pokoju 12-latki (michigan sheriff) Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez polecamy
15 lat temu w Brazylii doszło do jednego z najbardziej niezwykłych incydentów z udziałem UFO i jego pasażerów. Jest to historia tak niezwykła, że gdyby nie to, iż wzbudziła żywe zainteresowanie mediów oraz poważnych badaczy, można byłoby uznać ją za miejską legendę. Jak bowiem odnieść się do opowieści, w której pasażerowie rozbitego UFO rozbiegają się po ponad stutysięcznym mieście, sprawiając niewyobrażalnie wiele kłopotów władzom i służbom porządkowym? Varginha to spore przemysłowe miasto leżące w południowej części stanu Minais Gerais, oddalone mniej więcej o tyle samo od trzech wielkich brazylijskich metropolii - Sao Paulo, Rio de Janeiro i Belo Horizonte. W położonym na kilku wzgórzach mieście, które słynie jako centrum eksportu kawy, znajdują się trzy szpitale i kilka wyższych uczelni. Przedziwna i momentami przerażająca saga przypominająca swym przebiegiem mało skomplikowany scenariusz filmu science-fiction, rozpoczęła się nocą z 19 na 20 stycznia 1996 roku kilka kilometrów od miasta. Około pierwszej w nocy Oralinę de Freitas obudził dziwny hałas. Jak się okazało, coś przeraziło stado bydła na ranczu, które znajdowało się pod zarządem jej męża. Kiedy kobieta podeszła do okna, zauważyła coś nadzwyczajnego. Oto nad stadem rozjuszonych i spanikowanych zwierząt unosił się ciemny walcowaty obiekt. Oralina szybko obudziła męża i razem z nim obserwowała dalszy przebieg zdarzenia, choć żadne z małżonków nie miało odwagi, aby wyjść na pastwisko i zbadać sprawę z bliska. Obiekt unosił się dość nisko nad ziemią i przemieszczał w iście ślimaczym tempie. Uwagę świadków wzbudził także dym lub para, które się z niego wydobywały. Po kilkudziesięciu minutach UFO, które wydawało się mieć spore techniczne problemy, zniknęło rolnikom z oczu. Ci, przerażeni i zdumieni, poinformowali o tym wkrótce właściciela rancza. Kolejny epizod tej niezwykłej historii rozegrał się kilkanaście godzin później w biały dzień w stutysięcznym dynamicznym brazylijskim mieście. Trzy młode kobiety - siostry da Silva oraz Katia Xavier (kolejno w wieku 14, 16 i 22 lat), wracały na skróty do domu przez rozbudowującą się dzielnicę miasta. Przechodząc przez działkę, na której stał niewielki opuszczony budynek, jedna z nich zwróciła uwagę na kogoś, kto jak się zdawało kucał przy jego ścianie. Jak jednogłośnie przyznawały potem kobiety, to co niebawem ujrzały było najgorszym widokiem w ich życiu, gdyż ów ktoś przypominał z wyglądu samego "Diabła". Najstarsza z nich, Katia, wspominała potem, że to, co wtedy widziała, "nie było ani człowiekiem, ani zwierzęciem". Pod ścianą w skulonej pozycji znajdowała się pokraczna humanoidalna postać o dużej głowie zwieńczonej trzema kostnymi naroślami przypominającymi "rogi" i wielkich czerwonych oczach. Istota była bezwłosa, jej lśniąca, jakby naoliwiona skóra miała kolor czerwono-brązowy, a widoczne na niej wyraźnie nabrzmiałe żyły lub ścięgna sprawiały, że stwór wyglądał niczym mały, bo 120-centymetrowy, atleta. W powietrzu roznosił się także zapach amoniaku. Kiedy istota zwróciła ku kobietom swą twarz, te przerażone rzuciły się do ucieczki. Jeszcze przez długi czas nie mogły dojść do siebie. Kiedy matka sióstr da Silva udała się na miejsce zdarzenia pragnąc dowiedzieć się, co doprowadziło jej córki do tak silnego wstrząsu psychicznego, nie zastała tam nic oprócz wygniecionej trawy i unoszącego się chemicznego odoru. Wieści szybko rozchodziły się po okolicy i już niebawem stało się głośno o czerwonym diable z osiedla Jardim Andere. Wiadomość o tym wydarzeniu trafiła też do Ubirajary Rodriguesa - miejscowego prawnika i nauczyciela akademickiego, który wolny czas poświęcał znacznie bardziej egzotycznej dziedzinie, jaką jest ufologia. Okazało się, że dymiący obiekt obserwowany nad farmą i przerażający stwór widziany popołudniem 20 stycznia nie były jedynymi dziwnymi wydarzeniami i były ze sobą powiązane. Wkrótce Rodrigues zaczął otrzymywać inne doniesienia od ludzi, którzy twierdzili, że w Varginhi wydarzyło się coś nie z tego świata. Wśród informatorów znajdowali się zarówno wojskowi, żandarmi, pielęgniarki, jak i postronni obserwatorzy. Sprawą zainteresowały się także lokalne, a następnie ogólnokrajowe media, a szum wokół przypadku sprawiał, że pojawiali się coraz to nowi świadkowie. Rodrigues i jego kompan, Vitorio Pacaccini ustalili, że dziwne rzeczy w Varginhi działy się już od wczesnych godzin porannych 20 stycznia. Policja od rana zasypywana była zgłoszeniami na temat dziwnych "zwierząt" wałęsających się w okolicach lasu na granicy z osiedlem Jardim Andere. Jeden z miejscowych studentów otwierając rankiem okno zauważył dziwną "oślizgłą" postać, która przepełzała alejką. Inne tego typu stworzenia przechodnie widzieli ponoć w miejskim parku. Po licznych doniesieniach, sprawę zgłoszono straży pożarnej, w której gestii leżała sprawa radzenia sobie z dzikimi zwierzętami. Jakiś czas później na osiedlu, gdzie widziano istotę znaleźli się wyposażeni w specjalistyczny sprzęt strażacy, którzy ruszyli w las na poszukiwania. Po dwóch godzinach udało się schwytać pierwsze stworzenie - takie samo, jakie widziała Katia Xavier i siostry da Silva. Nie stawiało ponoć większego oporu, a świadkowie widzieli potem, jak okaz wywozi w dal wojskowa ciężarówka. Nietypowa sytuacja związana z biegającymi po mieście szkaradnymi obcymi wymagała szybkiej reakcji ze strony służb porządkowych, które nie zawsze zachowywały odpowiednią delikatność i dyskrecję. Do ufologów zgłaszało się wiele osób, które twierdziły, że widziały albo sam moment schwytania istot, albo zetknęły się z nimi w innych okolicznościach. Schwytanie dwóch kolejnych stworzeń przez grupę uzbrojonych żołnierzy widzieć miał mężczyzna uprawiający jogging. Według niego, wojskowi wynieśli z lasu dwa worki. W jednym coś wyraźnie się szamotało. Dziwaczna akcja pościgu za domniemanymi obcymi nie obeszła się jednak bez ofiar. Ufologowie dowiedzieli się, że w schwytaniu czwartej z istot brał udział żandarm Marco Chereze, który ponoć jako jedyny dotknął istoty bez rękawic ochronnych. Tego dnia, kiedy w Varginhi trwało wielkie zamieszanie, Chereze zatrzymał się przy domu, aby poinformować, że bierze udział w poważnej akcji i może nie wrócić na kolację. Kilka dni później trafi do szpitala z silnym bólem pleców, któremu towarzyszyła gorączka. Dwudziestokilkuletni żandarm zmarł 15 lutego. Rodzina nigdy nie poznała oficjalnej przyczyny jego śmierci. Raport z sekcji zwłok mówił jedynie o wykryciu w organizmie "toksycznej substancji". Konflikt z rodziną zmarłego, która domagała się oficjalnych wyjaśnień zaogniły także "prośby" ze strony władz o pochowanie Marco w zapieczętowanej trumnie i nie zwlekanie z pochówkiem. Choć wielokrotnie twierdzi się, że Chereze był ofiarą incydentu w Varginhi, nie ma na to odpowiednich dokumentów i sprawa nadal pozostaje otwarta. Rodrigues, Pacaccini i inni ufologowie otrzymali też zgłoszenia od osób, które twierdziły, że wiedziały, co działo się z istotami po ich schwytaniu, choć trzeba przyznać, że istnieją rozbieżne szacunki, co do ostatecznej ilości "obcych" wałęsających się po Varginhi. Mówi się o czterech lub nawet ośmiu osobnikach, choć druga liczba wydaje się być mocno zawyżona. Większość z nich po ujęciu miała trafić bezpośrednio do szpitali, gdzie przeprowadzono ich wstępne badania. Jedna z relacji mówiła o obserwacji zwłok istoty w skrzyni przed Szpitalem Humanitas, gdzie w otoczeniu wojskowych badał je lekarz. Szpital General, gdzie przewieziono drugą z istot został zamknięty na całą noc i obsadzony przez wojsko, o czym informowały potem pracujące tam pielęgniarki, choć przełożeni zabraniali im kontaktu z mediami i ufologami. Badacze starali się sprawdzić każdy ślad mogący powiedzieć więcej o tym, co zdarzyło się 20 stycznia. W tym celu Rodrigues i Pacaccini spotkali się z wieloma osobami, jednak większość z nich zmuszona była zachować anonimowość z racji obaw o pracę lub bezpieczeństwo. Z tego też powodu incydent z Varginhi bywa często krytykowany przez sceptyków, bowiem w dużej mierze opiera się o anonimowe relacje i "przecieki". Z drugiej strony należy pamiętać, że wydarzenie to nie rozchodziło się wcale pocztą pantoflową, wręcz przeciwnie - zainteresowanie i presja ze strony mediów były ogromne, organizowano w tej sprawie specjalne konferencje prasowe, a relacje i filmy poświęcone Varginhi do dziś można z łatwością znaleźć w internecie. Entuzjastyczny odzew ze strony świadków sprawił, że udało się odkryć wiele innych mniej lub bardziej ciekawych wątków w sprawie tego, co stało się 20 stycznia. Pojawiły się głosy mówiące o filmach, na których uwieczniono zarówno pogoń, jak i sekcję zwłok ciał rzekomych obcych. Wszystkie tropy prowadziły jednak do armii oraz ośrodków badawczych, gdzie wszelki ślad się urywał. Informatorzy twierdzili, że co najmniej jedno ciało przekazane zostało do zbadania Uniwersytetowi Campinas a te, które znalazły się w szpitalach, zostały potem przetransportowane do wojskowych placówek. O losach rozbitków z Varginhi wiadomo właściwie tylko tyle. Pojawiły się pogłoski mówiące, że niektóre z istot zostały schwytane żywcem i pojawili się tacy, którzy twierdzili, że je widzieli. Nie wiadomo jednak, czy wierzyć im, czy też nie. Po wielu latach historia z Varginhi, wzorem bliźniaczych do niej opowieści o katastrofach UFO z Roswell, czy choćby Gdyni, pozostaje bez rozwiązania i ostatecznych odpowiedzi. Wojsko i władze zaprzeczyły, aby 20 stycznia 1996 r. wydarzyło się coś szczególnego i nie skomentowały rewelacji ufologów. Nie wszyscy jednak zdołali zachować milczenie. Dla przykładu, jeden z pracowników naukowych, którego zapytano o rozbitków z Varginhi stwierdził, że póki pozostaje czynny zawodowo, nie może nic mówić. Historia o czerwonookich stworach tak mocno odcisnęła się w pamięci mieszkańców miasta, że relacje o obserwacjach postaci napływały jeszcze przez kilka miesięcy po 20 stycznia 1996 roku. Niektóre były całkiem ciekawe, jak historia opowiedziana przez Terezinhę Clepf, która przeżyła przerażające spotkanie z istotą w pobliżu jednej z restauracji. Równie enigmatyczne pozostają losy obiektu, który widziany był przez małżeństwo Freitasów. Okazało się bowiem, że nikt nie zgłosił podobnego incydentu (za wyjątkiem pewnej niejasnej, choć bardzo podobnej relacji z 13 stycznia 1996 i rewelacji pewnego wojskowego, który twierdził, że obiekt został wyśledzony przez radary) i nie wiadomo, co stało się z rzekomym UFO, jeśli rzeczywiście istoty, które sprawiły brazylijskim służbom porządkowym tak wiele kłopotu, były jego pasażerami. Pojawiły się bowiem alternatywne hipotezy dotyczące ich pochodzenia i natury, a niektórzy upatrywali w nich zbiegłych na wolność efektów eksperymentów genetycznych czy nawet pozaziemskich "żyjących sond". Za realnością wydarzeń w Varginhi przemawia fakt, że zajęli się nimi poważni badacze, pragnący poskładać w jedną całość szereg poszlak i relacji uzyskiwanych bądź to od osób bezpośrednio zaangażowanych w pościg i badania na istotach, bądź też zwykłych obywateli, którzy napotkali je na swej drodze. Minusem w sprawie jest jednak to, że mimo wszystko brak jakichkolwiek oficjalnych dowodów i potwierdzeń, choć wielu widzi w tym skutek sprawnie przeprowadzonej akcji utajniania faktów dotyczących tego zdarzenia. Opisane powyżej wydarzenie to jedna z ostatnich wielkich ufologicznych sensacji w "starym stylu". Od tego czasu nie wydarzyło się nic na podobną skalę. Choć niewiele udało się w tej sprawie wyjaśnić, mieszkańcom Varginhi to jednak nie przeszkadza. Od czasu, gdy świat dowiedział się o mieście dzięki rzekomej katastrofie niezidentyfikowanego obiektu, kwitnie tam UFO-turystyka. Nawet przystanki autobusowe w Varginhi mają kształt latających spodków…
W związku z tym, pozwoliłem sobie na zgarnięcie do jednego worka schematów, które przewijają się przez prawie każdy horror, odbierając przyjemność z seansu. Poznajcie Top 15 najbardziej irytujących motywów w horrorach. 15. Krew w kranie, basenie, umywalce, wannie Generalnie zasada jest taka, że tam gdzie jest pojemnik z wodą, można być na 90% pewnym, że pojawi się w nim krew. Na basenie pod prysznicem, w umywalce i w wannie w domu, w pękniętej rurze, musi pojawić się krew, jako zwiastun czegoś niewyobrażalnie złego. 14. Bohaterowie horrorów to idioci Idioci, kretyni, półgłówki, którzy nie umieją wyciągać logicznych wniosków, nie dostrzegają oczywistych rzeczy i nie potrafią nawet powstrzymać swojej chuci podczas, gdy blisko nich grasuje morderca. Niektórych nachodzi także ogromna chęć na wzięcie prysznica (gdy już wiadomo, że jest źle i niebezpiecznie) albo zamówienie pizzy. Jeżeli już nawet morderca dosięgnie swoją ofiarę i coś jej odkroi, to ta zamiast udawać nieboszczyka, drze się w niebogłosy, zwracając na siebie uwagę mordercy… Równie irytujące są sceny, gdy psychopata torturuje kogoś, a ofiara zadaje w tym czasie typowe pytania „po co to robisz?”, „nie musisz tego robić, prawda?”. Ech, oni się nigdy nie nauczą, tak jakby sami nigdy nie oglądali żadnego horroru. 13. Zwycięzca może być tylko jeden… albo żaden Biorąc pod uwagę wcześniejszą uwagę, trudno znaleźć bohatera na tyle inteligentnego, aby ten potrafił przeżyć. Summa summarum, taki protagonista może być tylko jeden i to też nie zawsze. Tak czy siak, bohater, któremu uda się dotrwać do końca, musi wyróżniać się na tle reszty bezmyślnych owiec inteligencją na poziomie normalnych ludzi (zbyt mądrzy giną równie szybko, co ci najgłupsi) oraz głębokimi przeżyciami wewnętrznymi i własną historią, którą trzeba widzom opowiedzieć. Dodatkowo, nie może on/ona ćpać, być za bardzo porywczy i powinien mieć dobre serce (ale bez przesady). Jeżeli taka osoba nie występuje w filmie, to oznacza, że horror daje nam świetnego antybohatera (jak Jason, Freddie czy Pinhead), któremu kibicujemy, aby powybijał na planie wszystkich Zwykle, tym jedynym przeżywającym bohaterem jest kobieta. Najwyraźniej mężczyźni w horrorach są płcią słabszą. 12. Czarnoskórzy giną pierwsi, potem Azjaci, a na końcu biali Horrory to namacalny przykład hollywoodzkiego rasizmu. Ile horrorów potraficie wymienić, w których czarnoskóry bohater (zwykle Afroamerykanin) dożywa do końca? Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki, a najsłynniejszym przykładem są filmy Romero, czyli „Noc Żywych Trupów” (1968) i „Świt Żywych Trupów” (1978). Jeżeli mamy do czynienia z filmem z USA, Azjaci też długo nie pożyją – no chyba, że oglądamy film koreański, japoński czy tajski. Na końcu listy do zabicia są biali, ale żeby sprawiedliwości stało się zadość, biali giną w największych ilościach. To jednak nie koniec stereotypów, czarnoskóry bohater jest zwykle osiłkiem (ale w miarę rozsądnym), Azjata przewrażliwionym nerdem, a biali są cyniczni, cwaniaczkowaci i zawsze prowokują swojego oprawcę. 11. Nikt nie smaruje nawiasów w drzwiach Jak to jest, że nikomu w domu/mieszkaniu nie przeszkadzają skrzypiące drzwi? Czy wy bylibyście w stanie wytrzymać skrzypienie drzwi na okrągło? Czy może jest tak, że drzwi skrzypią tylko i wyłącznie wtedy, gdy morderca albo demon wchodzi do pokoju? To samo tyczy się szaf, szafek i wszystkiego, co posiada zawiasy. Pomijam już fakt, że gdy skrzypią drzwi, większość ofiar z zaciekawieniem przygląda się im, zamiast uciekać, gdzie pieprz rośnie. 10. Przywitanie = zawał serca W realnym świecie, gdy ktoś chce się przywitać, zwykle woła z daleka, potem podchodzi i ściska dłoń albo się przytula, ale nie w horrorach. Tutaj przyjaciela, żonę, matkę, chłopaka, dziewczynę, psa i sąsiada trzeba powitać zachodząc od tyłu, pukając w ramię, albo czekać aż osoba , odwróci się w niespodziewanym momencie. 9. Opętanie O tak, sam wątek opętania jest dla mnie idiotyczny i bez sensu. Załóżmy, że Diabeł/Szatan/Lucyfer naprawdę istnieje i rządzi piekłem wraz ze swoimi pobratymcami, upadłymi aniołami. I teraz najważniejsza kwestia – dlaczego demony wychodzą z piekła i opętują ludzi? Potężne istoty, stworzone przez Boga muszą wychodzić na (metaforyczną) powierzchnię i bawić się w kotka i myszkę z ofiarą i księdzem? Dlaczego po prostu nie zabiorą jakiejś duszyczki do siebie i koniec, po co ta szopka? W zasadzie po co im w ogóle opętanie, przecież na świecie jest tylu złych ludzi, że w piekle na pewno kończą się powoli miejsca, więc o co im chodzi? Chcą pokazać, że istnieją? Przecież to także bez sensu, bo wierzący będą i tak w nie wierzyć a ateiści nie, dlaczego więc od razu nie porwą setek tysięcy ludzi i nie zabiorą ich do piekła? Również jakimś cudem, los chce, że to biedni wierzący padają ofiarą demonów, a ateiści jakoś dobrze się mają. Przypadek? Nie sądzę. 8. Morderca zawsze znajdzie swoją ofiarę Nieważne gdzie się ukryje ofiara, jakich sztuczek dokona, aby się ukryć, na koniec morderca i tak wyciągnie wielgachny nóź, piłę spalinową, maczetę i pociacha ofiarę na kawałeczki. Inną kwestią jest sposób, w jaki bohaterowie uciekają albo chowają się. Ci zawsze wybierają najkrótszą drogę ucieczki i najbardziej oczywistą. Chowają się w szafie, w skrytce, szopie i piwnicy, czyli miejscach, które normalnemu człowiekowi nigdy nie przyszłyby do głowy. 7. Lustro Dopóki ofiara nie spojrzy w lustro, w pomieszczeniu (zwykle łazience) nic nie ma. Jeżeli jednak dojdzie do spojrzenia w lustro, wtedy los bohatera jest przesądzony. Duch, zjawa, moderca, diabeł, zombie, klown, te istoty bardzo lubią pokazywać się ofiarom w lustrze. Dlaczego? Bo to najtańszy efekt zaskoczenia dla nieprzygotowanego widza. 6. Uciekają na wprost, nigdy zygzakiem, nigdy w teren trudnodostępny O rany, jakież to jest irytujące. Kto z was będąc ścigany przez samochód biegłby na wprost, tuż przed samochodem? No nikt! Zwykle taka sytuacja w filmie, ma miejsce na drodze przebiegającej przez las, a ofiara zamiast skręcić w drzewa, na skały, w błoto, w piach, w teren, który pokonać może tylko samochód z podwyższonym zawieszeniem, wybiera drogę na wprost swojego potencjalnego zabójcy, a do tego zawsze, ZAWSZE się potyka i upada. Tak jakby każdy instynkt samozachowawczy nagle przestał istnieć, a ofiara zaczęła myśleć, że jest szybsza niż Usain Bolt. Bezsensu. Najgłupsze są jednak sytuacje, gdy ofiara ucieka ile sił w nogach, gna na złamanie karku, a morderca – idąc spokojnym spacerkiem – i tak dostaje ją w swoje łapska. 5. Po co uciekać z opętanego domu? Jeden z moich ulubionych motywów, wiecznie powtarzających się, często usprawiedliwianych przez brak funduszy albo fakt, że duch/demon i tak znajdzie swoją ofiarę, nieważne dokąd by się udała. Ale wiecie co? Na ich miejscu miałbym głęboko gdzieś zapewnienia kapłana czy medium o tym, że demon uda się za nami. Po prostu wyjechałbym jak najdalej, do cioci w Ugandzie, która sypia w namiocie. Czy demon mógłby mnie nawiedzić w namiocie? Pozostaje jeszcze kwestia pieniędzy, ale czy to naprawdę ma aż takie znaczenie, gdy wiadomo, że „coś” chce nas zabić, wessać naszą duszę? Odwiedzam przyjaciół, najbliższy bank i pożyczam chociażby na zakup przyczepy kempingowej, byle dalej od opętanego domu! 4. W ludzkich żyłach płynie 500 litrów krwi Jeżeli oglądamy jakiś slasher, możemy być pewni, że posoki będzie dużo, bardzo dużo. Krew będzie wyciekać z otworów ludzkich w większych ilościach, niż spirytus w Polmosie, ale nawet to nie jest najgorsze. Jakimś cudem w horrorach każdy wie jak złamać komuś kark, po dźgnięciu nożem krwawi się z ust, kości łamią się jak zapałki, czaszkę rozwala się jednym uderzeniem piąchy, flaki muszą się pruć na zewnątrz jak nitka w koszuli, a przy tym ofiara – której dotyczą te „dolegliwości” - zwykle przeżywa śmiertelne uderzenia i drze się do końca, jakby miało to jej pomóc. 3. Nikt nigdy nikomu nie wierzy W horrorach, żaden przyjaciel, członek rodziny czy nawet zwykły przechodzień, nigdy nie uwierzy komuś, o tym, że atakują zombie, demony czy koleś z maczetą i… to jest strasznie głupie. Rozumiałbym jeszcze reakcje przechodnia, bo przecież mnóstwo świrów grasuje po tym świecie, ale przyjaciel czy rodzice? Tym bardziej, jeśli zwracający się o pomoc jest we krwi i widać, że trzęsie się jak osika? Być może nawet mogło się człowiekowi coś przewidzieć, wiadomo stres codziennego życia, kredyt na głowie, no ale można porozmawiać, spytać się o co chodzi, no ale nie. Lepiej odwrócić się, udać, że nic się nie stało, a póżniej… zarobić siekierą w głowę czy zostać ugryzionym przez zombie. 2. Rzeczy przestają działać, kiedy się ich potrzebuje Samochody nie odpalają, zapalniczki i światła nie włączają się, pistolety się zacinają, piły łańcuchowe przestają działać. Wszystko to, co w normalnym życiu jest bardzo rzadzkie, w horrorach staje się czymś bardzo powszechnym. 1. Zawsze, ale to zawsze pchają palec między drzwi… To uniwersalna zasada każdego horroru, bez którego ten gatunek nie miałby sensu. Oglądając horror zawsze odnoszę wrażenie, że przyszłe ofiary od samego początku po prostu chciały zginąć. A to ułożą jakąś mistyczną kostkę („Hellraiser”), wybiorą się do opętanego domu, lasu („Blair Witch Project”), nie wierzą w porady bardziej doświadczonych ludzi, zgrywają twardzieli, wywołują duchy, albo zrobią dowcip, który się nie udaje, a ofiara tego dowcipu – po kilku latach - staję się psychopatą… Ofiary lubią się również drzeć „jest tu kto?” w pustych pomieszczeniach i chcą zbadać każdy niepokojący hałas, szmer, szept, jakby byli Supermanami, a na wakacje wyjeżdżają do opuszczonej chatki w lesie, bo ludzie zwykle tak właśnie robią.
W 2003 roku brytyjski reżyser Piers Haggard udzielił wywiadu dla magazynu Fangoria. Mówiąc o swoim filmie Krew na szponach szatana (1971), zastosował termin folk horror. Termin został spopularyzowany dopiero dzięki Markowi Gatissowi, który użył go w swoim trzyczęściowym dokumentalnym miniserialu A History of Horror (2010). Nazwa podgatunku jest nowa, ale nie sam podgatunek, do którego można przypasować wiele klasycznych filmów grozy. Folklor, czyli ludowość, pojawia się w literaturze i kinie od dawna. Motywy, które zadomowiły się w zachodniej popkulturze, wywodzą się często z folkloru wschodnioeuropejskiego. Ważnym składnikiem baśni ludowych jest wiara w demony i siły paranormalne oraz praktyki okultystyczne. Tematyką zajmowali się tacy pisarze, jak: M. R. James, Sheridan Le Fanu, Algernon Blackwood i Arthur Machen. Dwaj ostatni należeli ponoć do Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, londyńskiego stowarzyszenia zajmującego się ezoteryzmem – alchemią, wróżbiarstwem i sztuką kinie najlepiej sprawdzały się do tego klimaty wiejskie, szczególnie angielska prowincja. I chociaż we wspomnianym filmie Gatissa temat pojawia się w związku z brytyjskim kinem grozy, to nie wydaje mi się dobrym pomysłem stosowanie geograficznych ograniczeń. Bo tu raczej chodzi o prowincjonalne myślenie – wiarę w zabobony, magię, ingerencję sił nadprzyrodzonych – które może występować wszędzie. Mimo iż filmy tego gatunku pokazują ludzką hipokryzję i ciemnotę, trudno mówić o umoralniającym przesłaniu i krytycznym podejściu do przesądów. Bo czasem ignorantem okazuje się ta osoba, która odrzuca irracjonalizm, kpiąc z tych, którzy wierzą w magię. Świat kryje wiele tajemnic – zdają się mówić filmowcy. Odkrycie ich może być dla nas szokiem. Na podobnej zasadzie ignorancję można zarzucić tym widzom, którzy odrzucają fantastykę, szukając w filmach jedynie horrory folklorystyczne też powstają, czego najlepszym przykładem jest Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii (2015) Roberta Eggersa. Do mojej dziesiątki ten – znakomity skądinąd – film nie załapał się, bo chciałem zwrócić uwagę na klimatyczne i często niedoceniane produkcje z dawnych lat. Dominuje kino angielskie, co nie powinno być zaskoczeniem, lecz starałem się także spojrzeć na ludowe opowieści nieco szerzej, zachowując przy okazji subiektywizm. Dlatego pominąłem Narzeczoną diabła (1968) Terence’a Fishera i wspomniany na początku film Haggarda, za którymi akurat nie przepadam, mimo iż zaliczane są do czołowych przedstawicieli nurtu. Pominąć należało klasyczne horrory satanistyczne (Dziecko Rosemary, Egzorcysta, Omen), gdyż one nie skupiają się na folklorze, podobnie jak na przykład Wyścig z diabłem (1975) Jacka Starretta, wybuchowa mieszanka road movie, kina akcji, survivalu i klimatów uporządkowane według Noc demona (1957), reż. Jacques Tourneurang. Night of the Demon / amer. Curse of the DemonEkranizacja opowiadania Jamesa Magiczne runy (Casting the Runes) ze zbioru Opowieści starego antykwariusza. Scenarzyści Charles Bennett i Hal E. Chester – na przykładzie dwóch naukowców – zaprezentowali dwa odmienne spojrzenia na świat. Pierwsze spojrzenie to wiedza wyniesiona ze szkoły, czyli odrzucenie tego, co mistyczne, co należy do dziedziny parapsychologii. Drugi punkt widzenia to otwartość na rzeczy niewytłumaczalne, takie, których nauka nie potrafi wyjaśnić. Obaj mężczyźni – profesor Holden i doktor Karswell – są jednak do siebie podobni, obaj potrafią być cyniczni i zadufani w sobie. Dlatego – mimo tej całej intrygi z demonami – wydają się bardzo wiarygodni. Film zyskuje na atrakcyjności także dzięki jasnowłosej Peggy Cummins, której mogłoby nie być, gdyby zdecydowano się na wierną ekranizację książki (bo w opowiadaniu Jamesa takiej postaci nie ma).Podobne wpisyJacques Tourneur chciał tym filmem złożyć hołd nieżyjącemu mentorowi, Valowi Lewtonowi, dla którego nakręcił wybitnie nastrojowy film grozy Ludzie koty (1942). Reżyser nie miał zamiaru pokazywać tytułowego demona, aby osiągnąć podobny efekt, co we wspomnianym klasyku. Jednak producent Hal E. Chester stanowczo się temu sprzeciwił, uznając że widzowie będą rozczarowani, gdy nie zobaczą potwora. Niestety, efekty przygotowano zbyt pośpiesznie i sceny z tytułową bestią rozczarowują. Może więc dobrze, że nie zdecydowano się zrealizować obecnego w pierwowzorze „teatrzyku grozy”, bo przy takim budżecie i takiej technice mogłoby się to nie udać. Potwora pokazano już w jednej z początkowych scen, co wydaje się niezbyt dobrym pomysłem, ale prawdopodobnie zawód byłby większy, gdyby jego wygląd ukrywano aż do finałuReżyseria Tourneura, mistrza kina atmosferycznego (Człowiek z przeszłością), jest bez zarzutu. Ten twórca potrafi zbudować klimatyczne i pełne napięcia sceny zarówno w anturażu nocnym, jak i dziennym. Wśród scen dziennych zwraca uwagę fragment, w którym doktor Karswell chce się popisać magicznymi zdolnościami i wywołuje mały wicher. Wiele nakręconych w latach pięćdziesiątych filmów o potworach pod postacią fantastyki grozy ukrywało jakąś głębszą myśl. Tutaj również wyczuwa się coś więcej niż prostą rozrywkę. Gra planszowa „Węże i drabiny” została przedstawiona jako problem psychologiczny. Jest w tym jakiś klucz do zrozumienia charakteru opowieści. Wchodząc po drabinie, zdobywa się punkty, aż wreszcie osiąga się zwycięstwo. Ale jednak natrafiając na liczne przeszkody (których symbolem są węże we wspomnianej planszówce), można odkryć rzeczy niezwykłe, przeczące zdrowemu rozsądkowi, przełomowe dla Miasto umarłych (1960), reż. John Llewellyn Moxeyang. The City of the Dead / amer. Horror Hotel Tytułowa mieścina to Whitewood w Nowej Anglii. Pod koniec siedemnastego wieku w czasie procesów w Salem spalono tu wiedźmę, co zostało pokazane w prologu. Rzuciła ona klątwę na miasteczko. Zawarła umowę z lucyferem, zapewniając, że w zamian za życie wieczne będzie praktykować rytuał czarnej mszy. Akcja przenosi się do współczesności, gdzie wykładowca o twarzy Christophera Lee opowiada o czarnej magii. Jedna z jego studentek jest szczególnie zaintrygowana tematem i aby go zgłębić, przyjmuje propozycję profesora, by złożyć wizytę w owianym złą sławą Whitewood. Już droga do celu jest niezwykle niepokojąca. Tajemnicza mgła i wyłaniający się z niej autostopowicz zwiastują coraz bliższe królestwo ciemności, z którego nie ma powrotu. W piwnicy mrocznego hotelu mają miejsce przerażające rytuały. To miejsce pełni podobną funkcję, co motel Normana Batesa w Psychozie. Nad samotną bohaterką ciąży fatum – aby akcja ruszyła do przodu, autorzy muszą poświęcić młodą podjął się telewizyjny rzemieślnik John Llewellyn Moxey, którego nazwisko mogą kojarzyć fani starych seriali kryminalnych. Opowieść na papierze stworzył George Baxt, autor książkowych kryminałów, o nowojorskim detektywie Pharaonie Love, czarnym geju. Najważniejszym „duchem produkcji” był jednak Milton Subotsky, współautor i współproducent, który zrealizował ten film pod szyldem kompanii Vulcan, szybko przemianowanej potem na Amicus Productions, specjalizującej się w antologiach grozy. Ale już w tym wczesnym filmie osiągnięto wiele, by usatysfakcjonować miłośników opowieści z dreszczykiem. Nastrój jest kapitalnie budowany przez czarno-białe zdjęcia Desmonda Dickinsona, ale także i muzykę Douglasa Gamleya. Użycie chórków podczas finałowej ceremonii sprawdziło się doskonale. Finał to zresztą czyste (i skuteczne) szaleństwo – jasne jest, że coś takiego powinno się odbić szerokim echem, a nie marnować się w zakurzonej szafie ze Noc orła (1962), reż. Sidney Hayersang. Night of the Eagle / amer. Burn, Witch, BurnWspomniany wyżej pisarz George Baxt współtworzył także Noc orła na podstawie powieści Fritza Leibera Conjure Wife (1943). Nad tekstem pracowali również Charles Beaumont i Richard Matheson, dwaj mistrzowie horroru, znani chociażby ze Strefy mroku, filmów Rogera Cormana i serii utworów literackich. Oryginalny tytuł filmu Sidneya Hayersa miał zapewne wskazywać na pokrewieństwo z Nocą demona, ale w Stanach został zmieniony na Burn, Witch, Burn, aby nie mylił się z Nocą iguany. Centralne miejsce w fabule zajmuje relacja pomiędzy mężem i żoną. On jest szanowanym profesorem psychologii, wykładającym na uczelni, ona wydaje się normalną gospodynią domową. Pewnego dnia po prelekcji na temat przesądów i magii, facet powraca do domu i dowiaduje się, że żona porozmieszczała w całym mieszkaniu liczne amulety mające chronić jej rodzinę. Podejmuje stanowczą męską decyzję, by spalić te wszystkie magiczne rekwizyty. Nie podejrzewa, że ta decyzja sprowadzi na niego i żonę ogromne tu nie tylko świetną szkołę brytyjskiego horroru z wzorowo wykreowanym klimatem, ale też pierwszorzędny popis gry aktorskiej. Szczególnie Janet Blair w roli żony jest znakomita. Jej partner Peter Wyngarde stara się jak może i trudno mu cokolwiek zarzucić, ale gdy dociera do widza informacja, że tę postać miał zagrać Peter Cushing, to można odczuć ogromne rozczarowanie (Cushing odrzucił rolę na rzecz występu w przygodowym Kapitanie Cleggu). Omawiana produkcja to dzieło nie tylko nastrojowe, ale i dość dynamiczne. Reżyser Sidney Hayers i operator Reginald H. Wyer doskonale inscenizują poszczególne sceny, tworząc efektowną współczesną baśń o magii wkraczającej do małego, na pozór zwyczajnego, miasteczka. Tytułowy orzeł to posąg na szczycie fasady uniwersytetu. Wyczuwa się, że jest – podobnie jak czarny kot należący do głównych bohaterów – zwiastunem nadchodzącej fali nieszczęść.
FilmHaish Shebakir20151 godz. 32 min. {"id":"747681","linkUrl":"/film/Me%CC%A8z%CC%87czyzna+w+s%CC%81cianie-2015-747681","alt":"Mężczyzna w ścianie","imgUrl":" film nie ma jeszcze zarysu fabuły. {"tv":"/film/Me%CC%A8z%CC%87czyzna+w+s%CC%81cianie-2015-747681/tv","cinema":"/film/Me%CC%A8z%CC%87czyzna+w+s%CC%81cianie-2015-747681/showtimes/_cityName_"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} Na razie nikt nie dodał opisu do tego filmu. Możesz być pierwszy! Dodaj opis filmuZdjęcia do filmu nakręcono w Tel Awiwie (Izrael). "The Man in the Wall" ma wszelkie zadatki na wysokiej jakości thriller, ale twórcy nie udźwignęli ciężaru, który pokonał już wielu - z szalenie ciekawego pomysłu nie potrafili wycisnąć równie interesującego finału. więcejzdaniem społeczności pomocna w: 50% Na razie nikt nie dodał wątku na forum tego swoich sił i podziel się być pierwszy! Dodaj wątek na forum
mężczyzna w ścianie horror