Dubaj jest jednym z siedmiu emiratów tworzących Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), a te z kolei leżą na Półwyspie Arabskim. Na jakim kontynencie leży Dubaj? Dubaj leży w Azji, a dokładniej w Azji Południowo-Zachodniej, a nie w Afryce. Wiele osób może się mylić co do położenia Dubaju ze względu na jego geograficzne położenie
Przez ile państw przepływa dunaj. 18 grudnia, 2021. Ocena: 5/5. Nie ma drugiej takiej rzeki w Europie jak Dunaj. Przepływa przez 10 krajów: Niemcy, Austrię, Słowację, Węgry, Chorwację, Serbię, Bułgarię, Rumunię, Mołdawię i Ukrainę, jego dorzecze sięga nawet Polski, a w jego wodach przeglądają się aż cztery stolice.
Powstała ona na podstawie opinii cz Newsy. Hot Stuff. Na jakim kontynencie leżą te państwa? Pytanie 1 z 11. Na jakim kontynencie leży Argentyna? Ameryka Północna. Ameryka Południowa.
Tunezja nie leży w Europie. Tunezja to kraj położony w północnej Afryce, nad Morzem Śródziemnym. I to właśnie Morze Śródziemny oddziela Tunezję od Europy. Tunezja graniczy z Algierią oraz Libią, czyli dwoma innymi afrykańskimi państwami. Mieszka w niej ponad 11 milionów ludzi, a jej powierzchnia równa jest około połowie
Albania to kraj położony na Bałkanach, na zachodnim wybrzeżu Morza Adriatyckiego. Leży w południowo-wschodniej Europie, graniczy z Czarnogórą na północy, Kosowem na północnym wschodzie, Macedonią Północną na wschodzie oraz Grecją na południu. Jej położenie na mapie to jedno z najbardziej malowniczych miejsc na kontynencie
Na Jakim Półwyspie Leży Chorwacja. Босна и херцеговина, bosna i hercegovina, skrótowo. Przed wyjazdem do chorwacji warto. Zdarzyło się wczoraj Jasenovac, czyli piekło na ziemi Stacja Bałkany from www.stacjabalkany.pl W europie turcja sąsiaduje z bułgarią i grecją. Chorwacja jest państwem europejskim leżącym nad morzem adriatyckim. Przed wyjazdem do chorwacji
GVgo. Jerozolima znajduje się na kontynencie azjatyckim. Jest stolicą Izraela i przez niektórych uważana jest za najświętsze miejsce na świecie. Jerozolima znajduje się bardzo blisko centrum Izraela. Znajduje się również w pobliżu dwóch innych kontynentów, którymi są Afryka i Europa. Występuje między Morzem Martwym a Morzem Śródziemnym. Trzy główne języki używane w Jerozolimie to: hebrajski, angielski i arabski. Stare Miasto w Jerozolimie jest podzielone na cztery czwarte i jest otoczone murami. Te cztery dzielnice to dzielnice żydowska, ormiańska, chrześcijańska i muzułmańska.
Turcja znajduje się na kontynentach Azji i Europy. Znaczna większość kraju, 97 procent, leży w Azji, zajmując większość Półwyspu Anatolijskiego. Pozostałe 3 procent Turcji leży na kontynencie europejskim. Największe miasto w Turcji, Stambuł, także rozciąga się na dwóch kontynentach. Położone nad cieśniną Bosfor miasto to od dawna jest potężnym arbitrem handlu międzynarodowego, ponieważ kontroluje ruch morski między Morzem Śródziemnym a Morzem Czarnym. Po stronie europejskiej Turcja graniczy z Grecją i Bułgarią, a azjatycka część kraju graniczy z Syrią, Irakiem, Iranem, Gruzją, Armenią i Azerbejdżanem.
Łukasz Maziewski: Gdyby na stosunki międzynarodowe patrzeć jak na pozycjonowanie SEO, to powiedzielibyśmy, że pojęcie "pułapki Tukidydesa" trenduje w górę. Jesteśmy w przededniu nadchodzącego konfliktu?Dr Dominika Choroś-Mrozowska: Gwoli wyjaśnienia: pułapka Tukidydesa to pojęcie o nieuchronnym zderzeniu mocarstw. Dominującego, czyli obecnie USA, i tego, które ma ambicje, żeby dominować – a więc Chin. Odpowiadając na pańskie pytanie: nikt tego nie wie, ale w dyskursie naukowym i politycznym od dawna pojawiają się takie obawy. Oficjalnie chińska ekspansja na Zachód ma odbywać się na zasadach pokojowych, co oznacza unikanie konfliktów. Szczególnie z nieoficjalnie?Działania Chin na Morzu Południowochińskim, polegające na rozbudowie tam bazy militarnej, niekoniecznie świadczą o pokojowym nastawieniu. Stanowią zagrożenie nie tylko dla tego więc inaczej: jak wpływa na region i na cały świat inicjatywa skrywająca się pod literami BRI? BRI, czyli Inicjatywa Pasa i Szlaku. Albo – jak kto woli – po prostu Nowy Jedwabny Szlak. Prezydent Xi Jinping ogłosił powstanie BRI w 2013 roku. Według chińskich deklaracji to jedna z ważniejszych inicjatyw mających przyczynić się do sprostania wyzwaniom stojącym przed współczesną globalną gospodarką. Ale jej powstanie nie było spontaniczne. Poprzedziła je seria działań i okoliczności, których efekt końcowy stanowiła właśnie to były za działania?Mówiąc krótko, już od końca lat 90. Chiny zaczęły realizować strategię, którą można by podsumować słowami: "iść na Zachód". Polegała na rozbudowie połączeń transportowych zarówno w kraju, jak i w krajach że Chińczycy mieli też pomysł "w zapasie".Słusznie. Druga ze strategii, strategia ekspansji zagranicznej, która realizowana była od roku 2000, gwarantowała wsparcie dla chińskich firm prywatnych i państwowych w realizacji inwestycji za granicą. Początków BRI można więc upatrywać już w pierwszej dekadzie nowego się wydarzyło na przełomie dwóch tysiącleci, że Chiny wskoczyły na konia tak korzystnej koniunktury?Był to czas, kiedy kraj ten intensywnie rozwijał nastawione na eksport gałęzie przemysłu, coraz śmielej wchodząc na zagraniczne rynki, nie tylko z towarami o niskiej wartości dodanej, ale również z tymi zaawansowanymi pod względem technologicznym. Coraz bardziej widoczne były jednak różnice w poziome rozwoju regionalnego kraju, co nie tylko powodowało problemy wewnętrzne, ale także osłabiało pozycję Chin na arenie międzynarodowej. Stało się to przyczynkiem do działań na rzecz aktywizacji gospodarczej słabiej rozwiniętych obszarów ChRL. W tym właśnie okresie - jako remedium na wyżej wymienione problemy - pojawiła się jedna z pierwszych wówczas koncepcji integracji azjatyckiej, w której to Chiny miały pełnić funkcję głównego dostawcy w tak Państwo Środka ruszyło na ale konkretnym bodźcem do usankcjonowania działań w ramach jednej, szerokiej koncepcji - która później zyskała miano BRI - była propozycja USA odnośnie budowy Nowego Jedwabnego Szlaku, w którym prym na kontynencie azjatyckim miał wieść Afganistan. Jako odpowiedź na amerykańską strategię geopolityczną powstała koncepcja Pasa Gospodarczego Jedwabnego ten chiński Nowy Jedwabny Szlak stał się groźny?Pekin twierdzi, że w ramach BRI Chiny dążą nie tylko do osiągnięcia korzyści ekonomicznych dla siebie, ale także do stania się regionalnym i być może globalnym liderem, który może wprowadzić nowoczesność w regiony, o których świat "zapomniał". Jest jednak zmiany w zakresie inicjatywy BRI powodują, że nie ma ona nadal konkretnej definicji i jest jednym z najsłabiej rozumianych zagranicznych projektów. Utrudnia to również pomiar i ocenę efektów realizacji tej koncepcji. To dlatego BRI wzbudza tak duże obawy Zachodu?Tak. Brak przejrzystości i brak wyraźnie sprecyzowanych planów stanowi problem i budzi wiele obaw wśród głównych graczy na arenie międzynarodowej, w tym UE. Poprzez tę inicjatywę Chiny próbują uzyskać wpływy w regionie, stając się głównym konkurentem UE, co może mieć oczywiście negatywne skutki dla unijnej pozycji. Szczególnie że możemy zaobserwować narastanie nierównowagi między Europą a Chinami. Chiny są coraz bardziej obecne w Europie, a same ograniczają dostęp do swojego Unia Europejska ma to spory. Chińska inicjatywa często nazywana jest "koniem trojańskim". To jedno z największych wyzwań dla współczesnej chińskim szlaku znajduje się też Polska. I odgrywa w nim niemałą to w tej układance część formatu "16+1" (początkowo 17+1, ale pod koniec ubiegłego roku z hukiem wycofała się Litwa, a kością niezgody był Tajwan), który stanowi tzw. "tylną bramę" do Unii Europejskiej oraz formę promocji BRI w regionie. To platforma współpracy między Chinami a krajami z Europy Środkowej i Wschodniej. Chinom zarzuca się, że poprzez coraz większe zaangażowanie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie uzyskują one rosnące wpływy, próbują uderzyć w jedność UE oraz jej podstawowe Chiny inwestują w regionie, a niektóre europejskie rządy postrzegają chiński kapitał jako alternatywę dla funduszy unijnych. Chiny wyznają zasadę, że każdy kraj ma prawo kształtować własne ścieżki rozwoju, na własnych źle?Podkreślam kluczowy zwrot: na własnych zasadach. To znaczy, że na zasadach niekoniecznie demokratycznych. Leży to oczywiście w sprzeczności z uniwersalnymi zasadami europejskimi i może stanowić podstawy do rozwoju nacjonalizmu. Tendencje nacjonalistyczne, szczególnie w obliczu rosnących problemów gospodarczych państw europejskich, mają coraz większe odzwierciedlenie w nastrojach i sympatiach politycznych wielu europejskich społeczeństw. UE postrzega więc inicjatywę jako wyzwanie dla bezpieczeństwa, próbując jej sprostać poprzez nowe dyrektywy i co z obecnością wojskową?Chińska obecność w krajach BRI niekoniecznie oznacza uzyskanie do nich dostępu wojskowego. Bardziej chodzi o korzyści ekonomiczne. Jest jednak oczywiście jedno "ale" – rosnąca potęga gospodarcza może przecież przyczynić się do tworzenia chińskiej potęgi militarnej. Chiny poprzez BRI chcą rozszerzyć swój sukces gospodarczy, który ma być realizowany w oparciu o model chiński. Jest to wyzwaniem dla Unii, szczególnie że, jak wspominałam, w ten sposób Chiny rozpowszechniają wartości i idee będące często w sprzeczności z podstawowymi wartościami rozpychają się w portach europejskich. Bardzo chcieli wejść także w obsługę Bałtyckiego Terminala Kontenerowego w Gdyni. To się jednak nie chińskie firmy dokonują przejęć w strategicznych, pod względem światowego handlu, portach. Zakupiły one terminale towarowe na Oceanie Indyjskim, Morzu Śródziemnym oraz Atlantyku. W przypadku Europy tego typu transakcje realizowane były w Hiszpanii, Grecji, we Włoszech czy nie tak dawno również w Belgii. Szacuje się, że chińskie firmy państwowe mogą kontrolować około jednej dziesiątej całej przepustowości europejskich portów. Chiny mają np. większościowe udziały, a tym samym kontrolę, nad portem w Pireusie, który stał się główną bramą Chin do Europy. Czego można się obawiać w związku ze wzmożoną obecnością Chin w europejskich portach? Z pewnością jest to większa kontrola i rosnąca pozycja handlowa Chin w regionie. Ponadto warto zwrócić uwagę na chińskie modus operandi. Ich inwestycje w portach w Dżibuti, Cejlonie czy Pakistanie stały się przyczynkiem do rozmieszenia tam chińskiej marynarki wojennej. Oczywiście nie ma oficjalnych analogicznych planów w stosunku do portów europejskich, natomiast chińskie okręty wojenne złożyły już kurtuazyjną wizytę w greckim Porcie Pireus. Powinno być to także sygnałem ostrzegawczym dla Polski, szczególnie że Chińczycy są zainteresowani inwestowaniem również w naszym co powinna zrobić UE?Na pewno nie można pozwolić, aby to Chiny dyktowały, jak ma wyglądać wzajemny dialog polityczny. Dotyczy to w szczególności kwestii spornych, takich jak prawa człowieka, unijne embargo na broń nałożone na Chiny (w konsekwencji masakry na placu Tiananmen) czy przepisy dotyczące zamówień publicznych. A jakieś pozytywy? Skoro Chiny tyle inwestują, to chyba oznacza to nowe miejsca pracy w by było. Ale jak do tej pory BRI, w swoim obecnym kształcie, nie przyczyniło się do powstania dużej liczby miejsc pracy na Starym Kontynencie. Przeważająca część wszystkich dotychczasowych zamówień związanych z BRI została przydzielona chińskim wykonawcom. Ponadto import dużej części materiałów budowlanych oraz sprzętu budowlanego wykorzystywanych przy realizacji BRI pochodził właśnie z Chin, zamiast z krajów, w których realizowana jest dana inwestycja. Chinom zarzuca się także, że projekty BRI realizowane są zgodnie z normami przemysłowymi stosowanymi w dyskryminacyjny sposób, a zamówienia udzielane są w ramach nieprzejrzystych procedur przetargowych. Parlament Europejski zarzucał Chinom, że celem BRI jest utrudnienie wolnego handlu i zapewnienie przewagi chińskim przedsiębiorstwom. Istnieją też obawy, że rząd w Pekinie wykorzystuje inwestycje realizowane w ramach BRI jako element szerszej strategii, której celem jest przejęcie przez Chiny kontroli nad sektorem bankowym, energetycznym oraz łańcuchami zagrożenia, o których pani mówi, są oczywiste, a jednocześnie kolejne kraje wciąż się na to nabierają. To skomplikowane. Kraje słabiej rozwinięte, na przykład, są przyciągane przez chiński kapitał, który płynie do nich głównie w formie pożyczek na rozwój infrastruktury. Problem się zaczyna, kiedy kraje te nie mogą spłacać pożyczek, co powoduje destabilizację ich relacji, która staje się polityczna. W efekcie Chiny mogą rościć sobie prawo do ziemi, na której zbudowana jest infrastruktura. A to stwarza problemy i wewnętrzne, i zadłużone wobec Chin jest Dżibuti, którego zadłużenie w stosunku do Państwa Środka wynosi ok. 70 proc. PKB tego kraju. Poważnie zadłużone są też Kongo, Tonga, Malediwy, Kambodża i Sri Lanka, która niedawno ogłosiła bankructwo. W przypadku wszystkich tych krajów mówi się o tzw. pułapce zadłużenia – groźnym narzędziu, o którego używanie posądza się Chiny. W Europie Chiny też używają tego narzędzia?Nie na taką skalę jak np. wspomniane przez pana Dżibuti. Ale zadłużone wobec Chin są niektóre kraje bałkańskie, które czekają na przystąpienie do że robi pani wdech, więc przerwę: które kraje?Szczególnie Serbia oraz Czarnogóra. Niestety Chiny działają tam bardziej na zasadzie fuzji i przejęć niż inwestycji typu "greenfield", które są znacznie korzystniejsze dla kraju przyjmującego bezpośrednie inwestycje zagraniczne ("inwestycja greenfield" to w obszarze bezpośrednich inwestycji zagranicznych inwestycja polegająca na tworzeniu od podstaw nowego przedsiębiorstwa - przyp. red.). Ponadto, o ile Serbię można uznać raczej za beneficjenta chińskiego kapitału (mimo iż tu też pojawia się wiele kontrowersji związanych z rosnącym wpływem Chin na ten kraj, brakiem przejrzystości chińskich działań czy zanieczyszczeniem środowiska), o tyle nie można tego powiedzieć o Czarnogórze, która jest najbardziej zadłużonym w stosunku do Chin państwem regionu (jej zadłużenie w 2020 r. przekroczyło 105 proc. PKB). Było to spowodowane przede wszystkim zaciągnięciem ogromnej pożyczki z chińskiego Exim Banku na sfinansowanie pierwszego odcinka autostrady ciągnącej się od wybrzeża, aż do granicy z Serbią. Jak do tej pory do użytku oddano dopiero 41 km tej autostrady, która jest jedną z najdroższych tego typu inwestycji na strumień gotówki te otrzymują coraz więcej chińskich inwestycji w infrastrukturę. Rosnąca rola Chin w tych krajach nie podoba się UE. Wspomniana Serbia korzysta z chińskich inwestycji, jednak oznacza to, że Chiny niebezpiecznie zwiększają swoje wpływy w sąsiedztwie NATO. W przeszłości rosnąca rola Chin w regionie nie była postrzegana jako zagrożenie dla bezpieczeństwa, ponieważ kraje takie jak Polska korzystały ze współpracy inwestycyjnej i handlowej z Chinami. Jednak przyszłe bezpieczeństwo w Europie jest obecnie analizowane w świetle tego, co dzieje się na coś zmieniła?To, że obecność Chin w wielu krajach naszego regionu nie jest już tak ciepło przyjmowana. W przypadku Polski, ze względu bolesne doświadczenie wojny, które jest głęboko zakorzenione w narodowej świadomości, bezpieczeństwo ma teraz znaczenie bezprecedensowe. W tym świetle szczególnie ważna wydaje się być też postawa Chin wobec rosyjsko-ukraińskiego konfliktu. Europa i jej rosnący sceptycyzm wobec Chin to jedno, ale dużą częścią Nowego Jedwabnego Szlaku jest też np. zaczęły zacieśniać współpracę z tym regionem na początku swojej transformacji, stopniowo budując pozytywny wizerunek swojej obecności na tym kontynencie. Jak wskazuje cześć badań, wysoki odsetek afrykańskich społeczeństw pozytywnie postrzega chińską obecność w ich krajach, choć są też i odmienne opinie. Chiny szczególnie aktywnie angażują się w Afryce Północnej, która ma być przyczółkiem BRI na tym kontynencie. To z tym regionem Chiny prowadzą wzmożony handel, inwestują w infrastrukturę czy rozwijają współpracę w dziedzinie finansów. Z częścią krajów prowadzą również wspólną politykę w zakresie bezpieczeństwa. BRI jest więc dla państw z tego regionu szansą na wzmocnienie stosunków gospodarczych, nie tylko z samym Państwem Środka, ale także z Europą czy krajami Bliskiego czego wynika zainteresowanie Chin Afryką?Z dostępu do tanich surowców, nowych rynków zbytu czy taniej siły roboczej. Oczywiście ma to też swoje negatywne jak wszędzie, gdzie pojawiają się Chiny. Starają się zaimplementować swój model rozwoju, który polega z jednej strony na nieingerencji w kwestie polityczne, a z drugiej na wspieraniu rozwoju gospodarczego. Nie ingerują w kwestie takie, jak demokracja, prawa człowieka czy też ogólnie rządy prawa. Dla niektórych rządów może to być więc atrakcyjna alternatywa w stosunku do narzucanych im wcześniej wartości nazwijmy to prozachodnich. Nie ingerują, inwestują, rozwijają… To w czym problem, chciałoby się w tym, o czym już wspomnieliśmy – w rosnącym zadłużeniu państw afrykańskich wobec Chin, które, jak można przypuszczać, jest znacznie wyższe niż wskazują na to oficjalne dane. Rosną obawy o przejmowanie przez Chiny afrykańskiego majątku będącego zabezpieczeniem chińskich kredytów. Dotyczy to zarówno infrastruktury, udziałów w przedsiębiorstwach energetycznych, jak i praw do eksploatacji surowców. W dyskursie politycznym pojawiły się nawet opinie, że Chiny próbują skolonizować Afrykę. Ze względu na model działania Chin zyskało to miano "kolonializmu ekonomicznego". Czy tylko ekonomicznego? Baza chińskiej marynarki wojennej w Dżibuti sama się nie to. Chiny mają w krajach afrykańskich wielu żołnierzy sił pokojowych. Odgrywają na tym kontynencie dużą rolę w zakresie dostarczania leków, żywności, budowaniu infrastruktury i wspomaganiu rozwoju krajów afrykańskich. Oficjalnie są tam po to, aby utrzymać spokój, w tym także zapobiegać handlowi znowu wraca pytanie: a nieoficjalnie?Można przypuszczać, że powodem ich militarnej obecności jest to, że są tam także Amerykanie, Japonia, Włochy oraz Francja. Ponadto Chiny musiały zmienić swoją politykę bezpieczeństwa zewnętrznego w wyniku tego, co się dzieje w tych częściach Afryki, gdzie niektóre chińskie inwestycje nie zostały tak ciepło przyjęte. Zrugiej strony dało to im pretekst do zwiększenia obecności militarnej w regionie. Oficjalnie w swojej polityce realizowanej w ramach BRI Chiny starają się wykorzystywać tzw. soft power, próbując ocieplać swój wizerunek, do czego miały przyczynić się na przykład igrzyska olimpijskie w Pekinie. W swojej polityce międzynarodowej korzystają jednak zarówno z przysłowiowego kija, jak i są chińskie pieniądze i inwestycje. A kijem?Sankcje ekonomiczne stosowane wobec państw, które nie podzielają chińskiej wizji świata. Przykładem mogą być stosunki chińsko-australijskie, które znacząco pogorszyły się po tym, jak Australia zażądała śledztwa w sprawie źródła pandemii COVID-19. Można jednak przypuszczać, że to brak akceptacji Australii dla nadmiernych, rosnących wpływów politycznych i gospodarczych Państwa Środka oraz wzmocnienie relacji z USA skłoniły Chiny do zastosowania wobec niej środków są obecne w Europie, w Afryce, na Bliskim Wschodzie, ale też na dalekiej Północy. To mało znany aspekt tej inwestycji. Istnieją trzy potencjalne szlaki przewozowe przez Arktykę, w tym północno-wschodnia trasa wokół Euroazji, północno-zachodnia trasa wokół Ameryki Północnej oraz środkowo-arktyczny szlak oceaniczny. Stanowią one tańszą i krótszą alternatywę dla obecnych - prowadzących przez Ocean Indyjski i Kanał Sueski - tras żeglugowych do co Chinom taka alternatywa?Bo mają obawy związane z bezpieczeństwem innych trans-europejskich tras morskich, zwłaszcza w kontekście przeciążenia Kanału Sueskiego, jak i braku stabilności w regionie Bliskiego Wschodu. Arktyka otwiera też nowe perspektywy dla handlu między Europą a Azją. To tam właśnie zlokalizowane są ogromne zasoby węglowodorów będące przedmiotem zainteresowania nie tylko krajów zachodnich, ale także Chin. I tak powoli, po kłębku dochodzimy do najmłodszej "odnogi" Nowego Szlaku Jedwabnego – prawdziwego dziecka XXI wieku, czyli Jedwabnego Szlaku w wersji cyfrowej. Chiny zainicjowały go w 2015 roku. Ma on na celu wsparcie chińskich eksporterów, głównie tych z branży technologicznej, w zakresie zaawansowanych technologii. Pomoc w tym obszarze oferowana jest także krajom zaangażowanym w BRI, z którymi Chiny podpisują umowy dot. współpracy w ramach Cyfrowego Jedwabnego Szlaku. Takie umowy zawierane są także z krajami rozwijającymi się, które są szczególnie zainteresowane wsparciem w zakresie technologii cyfrowych. Chiny mogą się w tym wypadku okazać kluczowe w zapewnieniu dostępu do infrastruktury krytycznej, dając tym krajom impuls do wsparcie w zakresie technologii cyfrowych – nie brzmi to dobrze, zważywszy na historię chińskich działań w tym zakresie…Nie brakuje opinii, że Cyfrowy Jedwabny Szlak stanowi jedną z form promocji chińskiego modelu władzy, który skłania się bardziej w kierunku autorytaryzmu niż zachodnich wartości demokratycznych. Chinom zarzuca się rozpowszechnianie wiedzy na temat nowych technologii inwigilacyjnych czy monitorowania oraz cenzurowania internetu. Obawy związane z chińską dominacją na polu cyfrowym, w tym budową sieci piątej generacji (5G) czy wyznaczaniem standardów technologicznych, mają także inne podłoże – chodzi o ich dostęp do danych wrażliwych. Stwarza to zagrożenie bezpieczeństwa w postaci chociażby cyberataków. Ponadto Chiny mogą wykorzystać stworzoną infrastrukturę np. w celach szpiegowskich, a w konsekwencji szantażowania elit pułapki zadłużenia, rosnące wpływy na całym świecie i coraz większe ambicje Chin. Co jest na końcu Nowego Jedwabnego Szlaku? Pułapka Tukidydesa czy jednak nie?Na pewno BRI miało przyczynić się do zakończenia dominacji Stanów Zjednoczonych w regionie Euroazji. Lądowe szlaki BRI miały stanowić alternatywę dla morskich korytarzy transportowych, na których prym nadal wiodą Amerykanie. Ale dużo jest głosów, że to, co Chiny chcą aby było postrzegane jako pomoc, tak naprawdę oznacza powstawanie olbrzymich długów i rosnące uzależnienie krajów przyjmujących. W tej kwestii amerykańską odpowiedzią na BRI jest koncepcja Build Back Better World (B3W) zaproponowana w 2021 r., która ma stanowić wsparcie finansowe na rozwój infrastruktury, jako alternatywa dla chińskiego BRI, oferowane krajom o niskim i średnim dochodzie. A czy znajdujemy się w pułapce Tukidydesa – można mieć co do tego uzasadnione obawy, ale jak mówiłam na początku, nikt tego tak naprawdę nie wie, nie mamy magicznej kuli. Pewne jest to, że jesteśmy świadkami – na razie gospodarczej – walki dwóch mocarstw o światową Dominika Choroś-Mrozowska - adiunkt w Katedrze Ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Autorka licznych publikacji z zakresu wzrostu gospodarczego oraz międzynarodowych powiązań gospodarczych. Swoje zainteresowania badawcze w szczególności na gospodarce chińskiej oraz roli Chin we współczesnym systemie gospodarczymZobacz także: Jaki cel mają Chiny? Ekspert tłumaczyOceń jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Krym – Ukraina - Rosja Krym de iure należy do Ukrainy, de facto zaś w 2014 r. Rada Najwyższa Republiki Autonomicznej Krymu ogłosiła deklarację niepodległości Autonomicznej Republiki Krymu, a następnie Republika Krymu po referendum została anektowana przez Rosję i stała się Krymskim Okręgiem Federalnym Rosji. Tymczasem Rada Najwyższa Ukrainy zadeklarowała wprowadzenie na Krymie prawa regulującego życie na terenach okupowanych. Deklaracja niepodległości Krymu i wynikające z niej akty nie zostały uznane przez władze Ukrainy i większość społeczności międzynarodowej. Krym – terytorium tymczasowo okupowane 19 grudnia 2016 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ poparło rezolucję w sprawie pogwałcenia praw człowieka na Krymie, rezolucja zawierała definicję Krymu jako «terytorium tymczasowo okupowanego» oraz «potwierdzenie nieuznania anektowania» półwyspu przez Rosję. Krym – położenie W części wschodniej, obok Cieśniny Kerczeńskiej, wznoszą się góry Jaiłu, otaczające cały brzeg południowy i ku północy rozdzielające się na kilka równoległych łańcuchów gór, pokrytych gęstym lasem. Na północy przechodzą w step, zajmujący większą część półwyspu. Najwyższym szczytem Gór Krymskich jest Roman-Kosz o wysokości 1545 m drugim szczytem – Czatyr-Dah (starożytne Mons Trapezus, 1527 m Półwysep Krymski ze stałym lądem łączy Przesmyk Perekopski. Na południu Krymu znajduje się dużo malowniczych miejscowości, warowni, ruin starożytnych budowli, klasztorów, meczetów tatarskich, pięknych ogrodów i gajów oliwnych, natomiast w części północnej Krymu niemal ich nie ma. Łagodny klimat umożliwia rozwój roślinności o charakterze podzwrotnikowym. Poprzecinane strumieniami doliny, są żyzne i urodzajne. Krym - historia 8 kwietnia 1783 roku caryca Katarzyna II przyłączyła Krym do Rosji. Od tego momentu Krym utracił swoją suwerenność. Rosjanie wprowadzili swoją administrację, sądownictwo. Wielu Tatarów zostało wówczas wywiezionych na Syberię, liczni uciekli do Turcji. Od tego czasu zwiększała się liczba Rosjan na Krymie. Według XVIII-wiecznej rosyjskiej propagandy Krym był w czasach antycznych zamieszkany przez plemię Taurów. Ci mieli być spokrewnieni ze Scytami, którzy byli przodkami Rosjan. Legenda ta była dla carycy Katarzyny II, która wiele lat walczyła z Turkami o panowanie na Krymie pretekstem do przyłączenia spornego terytorium do Rosji. W roku 1774 potęga turecka upada, ale Krym nie od razu poddał się Rosji. W 1783 roku wybucha kolejna wojna Krymu z Imperium Rosyjskim, która była końcem niezależności półwyspu. Wówczas powstaje także potężna Flota Czarnomorska. Ostateczne zrzeczenie się Krymu przez Turcję na rzecz Rosji nastąpiło w 1792 roku. W czasie II wojny światowej półwysep zajęły wojska niemieckie. W 1944 roku Armia Czerwona odbiła Krym, a ludność krymsko-tatarską oskarżyła o kolaborację z Niemcami. Rozpoczęła się akcja wysiedleńcza, a w miejsce wygnanej ludności przybyli osadnicy rosyjscy. 10 lat później Krym został włączony w granice Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Krym odgrywał istotną rolę strategiczną, gdyż z półwyspu można kontrolować niemal całe Morze Czarne. Krym – do kogo należy? Z powodu burzliwej historii Półwyspu Krymskiego ludność, która zamieszkiwała półwysep była mieszanką narodowości i kultur. Po rozpadzie ZSRR Krym zrezygnował z niepodległości na rzecz statusu republiki autonomicznej. Stanowiący dawniej część obwodu krymskiego Sewastopol został wyznaczony na siedzibę rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Według ostatniego spisu ludności Krymu półwysep zamieszkuje 2,4 mln ludzi. Większość, bo 60,4 proc., stanowią Rosjanie, oprócz nich żyją tam głównie Ukraińcy (24,01proc.) oraz Tatarzy krymscy (10,21 proc.). 17 marca 2014 nieuznawane przez Ukrainę władze Autonomicznej Republiki Krymu ogłosiły Krym niepodległym państwem. Następnie zwróciły się do Rosji o przyjęcie w jej skład. Prezydent Rosji Władimir Putin jeszcze tego samego dnia podpisał dekret o uznaniu Krymu za suwerenne i niepodległe państwo. Dzień później nowy twór został kolejnym podmiotem Federacji Rosyjskiej. Tylko mały skrawek Krymu – północna część Mierzei Arabackiej – pozostał pod kontrolą Ukrainy Most na Krym Pierwszy most nad Cieśniną Kerczeńską powstał w trakcie walk na froncie wschodnim II wojny światowej. Został zbudowany przez niemiecką Organizację Todt w 1942 i był mostem linowym. W 1943, na osobiste polecenie Adolfa Hitlera, został zaprojektowany przez Alberta Speera nowy, żelbetowy most drogowo-kolejowy, który miał zastąpić tymczasową konstrukcję i służyć jako droga zaopatrzenia dla jednostek na Przedkaukaziu. Tuż po wyzwoleniu Krymu spod okupacji niemieckiej budowa mostu została podjęta przez władze radzieckie. Użyto materiałów pozostawionych przez Niemców. Kolejowy most został ostatecznie ukończony w listopadzie 1944; miał 4,5 km długości, 22 m szerokości, a średnia wysokość wynosiła 50 m (w najwyższym punkcie 68 m). Już podczas pierwszej zimy most zniszczyła kra. W 1952 utworzone zostało w miejscu mostu połączenie promowe. Sprawa odbudowy mostu powróciła po rozpadzie Związku Radzieckiego, jednak Cieśninę Kerczeńską dzieliła już wtedy granica rosyjsko-ukraińska, a rządy Rosji i Ukrainy nie były w stanie się porozumieć. W 2010 prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz i prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew podpisali porozumienie dotyczące budowy mostu przez cieśninę. Jednak w 2014 roku wybuchł konflikt ukraińsko-rosyjski. Rosyjska interwencja wojskowa na Krymie doprowadziła do aneksji tego terytorium i budowa mostu stała się istotna dla stworzenia zarówno drogowego, jak i symbolicznego połączenia pomiędzy Krajem Krasnodarskim a Republiką Krymu. Na moście zaplanowano cztery pasy ruchu dla aut oraz dwutorową linię kolejową. Przeprawę nazwano Most Krymski. Drogowa część została otwarta w maju 2018 roku. Otwarcie mostu potępiła Ukraina, Stany Zjednoczone i Unia Europejska. W lipca 2018 UE nałożyła sankcje na sześć przedsiębiorstw uczestniczących w budowie mostu. Rada UE uznała, że most został wzniesiony z naruszeniem prawa międzynarodowego, na nielegalnie anektowanym przez Rosję Krymie i „ma na celu osłabienie integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.
Nadęci hipsterzy mówią, że Mielno jest „Radomiem polskiej turystyki”, na które nie warto marnować urlopu. Mieszkańcy Mielna mówią, że ich miasto było „polską Ibizą”, która powoli wymiera. Dla mnie Mielno jest wehikułem czasu, który cofnął mnie o 20 lat wstecz. Właśnie dlatego tak bardzo pokochałem to miasto. W Mielnie nie istnieje menu bezglutenowe. W Mielnie nie ma hummusu, tofu, parówek z mięsem, kraftowych browarów z ironicznym napisem czy innego rodzaju lewackich fantasmagorii. W Mielnie są za to stołówki serwujące śniadania w cenie mniejszej niż koszt jego składników. Są 20-letnie automaty z SEGA Rally i Metal Slugiem, w których topiłeś kieszonkowe jak byłeś dzieckiem. Są zapiekanki, disco-polo, dmuchane zjeżdżalnie w kształcie fortec z palmami, festynowe atrakcje typu „spróbuj nie spaść z elektrycznego byka”, czy „upij się się, kup podrobioną koszulkę Armaniego i wydziaraj sobie trybalistyczny tatuaż od obcego człowieka klinującego ze znajomymi pod pomnikiem foki morskiej”. Mielno to ociekający 20-letnim sosem czosnkowym odpust, w którym nie da się nie zakochać. A oto historia mojej miłości. Ryby, kebab, piwo i maluch z muzyką disco-polo. Mielno to miasto, w którym spełniają się marzenia Polaków Foto: O jakim Disneylandzie śnią Polacy, czyli rzecz o przestrzeni miejskiej w Mielnie Mielno to perła polskiego renesansu szyldowo-kapitalistycznego, jednak z taką dawką fluorescencyjnych barw, że wjeżdżając do miasta nocą, masz wrażenie jakbyś przed chwilą pożarł dwie garście psychodelicznych grzybów. Kolory jaskrawej pomarańczy, toksycznej zieleni, dyskotekowego fioletu i promieniującego turkusu zobaczymy wszędzie gdzie da się wepchać żarówkę. Jeśli Karol Wojtyła postanowiłby zostać kulturystą Foto: I choć Mielno spajają jaskrawe kolory, tego samego nie można powiedzieć o architekturze. Nowe budownictwo udające apartamenty à la Ocean Drive w Miami (na balkonach suszą się mężczyźni i stroje kąpielowe w kolorze napromieniowanej brzoskwini), stoją tuż obok pól z przyczepami kempingowymi, butwiejącymi domkami PTTK z lat 70. i niemieckimi szeregówkami. Między tym wszystkim panoszą się pustostany z wybitymi szybami, które kiedyś były sklepami GS-u, bądź powierzchniami magazynowymi dla drobnych przetwórni rybnych. Dziś są tylko polem do znaczenia terenu przez kibiców. Klub Harem w Mielnie z rozładowującym napięcie boxerem przed bramką Foto: Każda wolna przestrzeń jest upchana stoiskami z podrobioną odzieżą, instalacjami eurobungee, diabelskimi młynami (na które byś nie wszedł, nawet jakby ci zapłacili) i krytymi salonami z air hockey’em. Polacy lubią też zjeść, dlatego w Mielnie trwa zaciekła walka o najbardziej krzykliwy szyld reklamujący burgery, pizzę, kebab i gofry, często podawane w jednym lokalu. Nic dziwnego, że przyjeżdża tu tyle Niemców. Dla kochających porządek Germanów, podróż do Mielna musi być jak wyprawa na inną planetę, w której ludzie są ślepi na kolor, ale płaci się złotówkami. - Nie uda ci się dwa dni z rzędu wąchać kleju, a później w dwie godziny zaprojektować budynek. - Założymy się? Foto: Im dalej w głąb centrum, tym ciekawiej. Kilka pięknych domów z muru pruskiego (datowanych na przełom XIX i XX w.) zostało przemalowanych na różowo i pomarańczowo, po czym nadano im piękne nazwy typu dyskoteka "Harem”. Naprzeciwko miejskiego deptaku, Mielno może poszczycić się prawdziwym symbolem polskiej szkoły konserwacji zabytków. Ponad 100-letni ośrodek wypoczynkowy „Hotel Böttcher” (po wojnie DW „Jantar”) został wyburzony w 2013, a na jego miejscu postawiono jedną z najbrzydszych Biedronek w Polsce. Boettcher's hotel Gross Muellen (później DW Jantar) w 1904 roku Foto: Brück & Sohn Kunstverlag Meißen / Wikimedia Co powstało na miejsce Jantaru? Jedna z najbrzydszych Biedronek na świecie. Oto polska szkoła konserwacji zabytków Foto: System Informacji Przestrzennej województwa zachodniopomorskiego Mówi się trudno, kupuje się ciepłe piwa z puszki, najtańszą wodę mineralną „Oaza” i idzie się na deptak z myślą, że antyestetyka Mielna - oparta na miłości Polaków do zapiekanek, dyskotek i zakupów w dyskoncie - jest tutaj tak wyolbrzymiona, że stanowi atrakcję turystyczną samą w sobie. Riksza 126p, pyton i mechaniczne rodeo. Witamy na deptaku Deptak to epicentrum niekończącego się festynu o nazwie „Mielno”. Już na wstępie wita cię restauracja serwująca „Ryby, Obiady, Mexico, Pizza”. Pod nią znajdziemy najbardziej kulturalną atrakcję w Mielnie, czyli wielką szachownicę rozłożoną na chodniku. Ryby * Obiady * Mexico, czyli jak zadowolić wszystkich wszystkim Foto: Przepychając się przez tłum spacerowiczów, dotrzesz do stoiska z mechanicznym rodeo stojącym w otoczeniu dmuchanego małpiego gaju dla dzieci oraz dmuchanej zjeżdżalni w kształcie transformera o głowie owada. Wrota do deptaku w Mielnie Foto: Budki stojące obok deptaka spełnią twoje najskrytsze wakacyjne marzenia. Tu kupisz maskę z Bin Ladenem, kotem, Kukizem bądź Dudą. Poczilujesz z ziomeczkami pijąc czwarty z kolei napój energetyczny i waląc przy tym z całej siły pięścią w boxera. Są oczywiście standardowe odpustowe atrakcje typu "rzuć 5 razy piłką i wygraj misia" albo "rzuć piątaka i wygraj różę dla swojej partnerki". Za 5 zeta możesz także nawąchać się helu do dmuchania balonów lub dotknąć pytona. Dołóż drugie 5 złotych, a poskramiacz węża owinie ci go wokół szyi i zrobi zdjęcie z twoją niekomfortową miną. Mielno jest wyśmienitym miejscem do uprawiania "tattoospotting". Mam wrażenie, że 80% turystów przyjeżdżających na wakacje do Mielna, zrobiło sobie kiedyś tatuaż na deptaku. Z tyłu - operator pytona Foto: Idąc deptakiem zauważyłem, że powstał zupełnie nowy gatunek odzieży straganowej ze „śmiesznym napisem”. Sam wychowałem się na koszulkach "Piwo to moje paliwo” i "Pie*dole nie robię”. Gdzieś koło 2012 roku doszły "śmieszne" koszulki z Żołnierzami Wyklętymi. Teraz królują eko-torebki dla Pań z napisami „Louis Vuitton jest w praniu”, "Moją Chanel pożyczyłam koleżance” oraz „Zara wracam”. Bardzo ciekawą rzeczą na deptaku jest przecięty na pół Fiat 126p „Mielnobus” o mocy jednego mieszkańca Mielna z napędem na przednie koła od roweru. Tak jak wszystko w tym mieście, "Mielnobus" wyposażony jest w LED-y świecące się kolorami odmalowanego blokowiska. Kursuje między miedzianą foką na końcu deptaka (najbardziej obfotografowywana atrakcja turystyczna) a restauracją „Ryba-Pizza-Mexico”. Foka z Mielna jest jedną z największych atrakcji turystycznych miasta Foto: Mielno jest także świetnym miejscem dla carspotterów. Poza wszelkiej maści starymi, ale całkiem zadbanymi BMW (wyglądającymi jakby w bagażnikach woziły frajera, który się nie spłacił), spotkałem też takie rodzynki jak świetnie utrzymany Pontiac Fiero, wydłużony Lincoln Continental w wersji dla magnata przemysłu pornograficznego, starą Toytotę MR-2 z bosko ustawionym tłumikiem i najbardziej kultowego, różowego Cadillaca Eldorado rocznik ’59. Obalamy wszystkie mity o Mielnie. Parawany mają sens, ludzie są dla siebie uprzejmi i potrafią po sobie posprzątać Foto: W jednej z zapiekankowych budek kupuję piwo za 7 złotych i ruszam na plażę. Nie mam parawanu, więc wiatr sypie po mnie piaskiem. Zasypiam, słysząc jak ratownik prosi o przybycie opiekunów zagubionego Karolka, a Reni Jusis (pochodząca z Mielna) śpiewa, że jest zakręcona. Przejechałem tylko 500 kilometrów, a cofnąłem się w czasie o 20 lat. Lubię to miejsce. Gdy się budzę, mój plastikowy kufel z piwem do połowy wypełniony jest błotem - z ulgą przysłuchuję się nawoływaniom „ziiiimne piwo, ooooorzeszki, kuuuuukurydza”, będących jednocześnie elementem zanikającej sztuki ulicznego handlu. Plażowy handlarz nie ma lekko. Ale za dzień może wyciągnąć nawet 300 zł Foto: Mielno nocą Nie byłeś w Mielnie, jeśli nie byłeś w klubie "Bajka" Foto: Jest wieczór, wychodzę z pokoju i załapuję się na bajkowy zachód słońca widoczny z plaży. Mielno to nie tylko hedonizm - upijanie się, jedzenie zapiekanek i wymiotowanie. Mielno to także refleksyjne oglądanie zachodów słońca przez ludzi, których nie podejrzewałbyś o zainteresowania wybiegające poza tematy związane z ćwiczeniami na plecy i filozoficznym pytaniem: „białko czy kreatyna”? Ludzie (w tym i ja) robią zdjęcia zachodu słońca, modląc się, by smartfon uwiecznił ulotną magię barw. Nigdy to nie wychodzi. Nie wiem, o czym myśli taki przeciętny mieleński imprezowicz patrząc maślanymi oczyma na krwistoczerwony zachód słońca, ale wiem, że te myśli nie mogą być wcale takie złe. Może właśnie przez te elektryzujące zachody słońca, w największym mieleńskim kubie „Bajka” nie widziałem bijatyk, do których przyzwyczaiły mnie dobrze mi znane mordownie takie jak warszawskie "Explosion" i białostockie "Metro". Od czasu do czasu ochroniarze wyposażeni w jakiś detektywistyczny sprzęt doczepiany do ucha, podejdą do kogoś zgonującego, każą mu się ogarnąć waląc go z otwartej dłoni w twarz na pobudzenie. To największy akt przemocy, jakiego byłem świadkiem w tej największej budzie do tańczenia na zachód od Władysławowa. Serio. Warszawskie pawilony przy Nowym Świecie wydają się bardziej niebezpieczne niż „Bajka”. Nie mówię, że „krzywe akcje” się nie zdarzają (słyszałem, jak ludzie w kawiarni narzekali, że 10 typów biło się którejś nocy z ratownikami, a przechodząca policja nie zareagowała), ale ja nie byłem ich świadkiem. Klub Bajka - parkiet na parterze Foto: Większość kafarów rozmawiających ze sobą w palarniach macha żuchwą jak pastewne krowy podłączone do akumulatora, jednak nie po to po południu kupowali podrobione ubranka Calvin Klein, Giorgio Armani czy Tommy Hilfiger, żeby wieczorem od razu ubrudzić je czyjąś krwią. W „Bajce” wytańczyłem całą energię zaoszczędzoną podczas całodziennego leżenia na plaży, a w międzyczasie gadałem sobie z łebkami w bluzach JP i Diil (tak, te marki jeszcze nosi się w Mielnie) o tym, jak to szybciej się teraz do Mielna dojeżdża i jak tu coraz mniej jest melanżu. Koleś z koszulką z krzyżem celtyckim i napisem "White Patriots". Dresscode w klubie bajka nie jest wymagający Foto: Jeśli jednak nie masz astronomicznej sumy 40 zł za osobę, żeby wejść do „Bajki”, nie musisz się martwić. Na każdym kroku znajdziesz lokal, który w dzień jest smażalnią ryb bądź kebabem (najczęściej jedno i drugie), a w nocy zamienia się w klubo-karaoko-pijalnię. Możesz tam nawet podejść ze swoim piwkiem (z przyzwoitości polecamy zakupić piwo w lokalu, które zapewnia ci rozrywkę) i tańczyć do przebojów typu „Zawsze chciałbym z tobą być”, „Całuj mnie” czy „Zostańmy razem”. Nie żadne nowe gówno lecące na RMF MAXXX, tylko stara, dobra muzyka szlagierowa, do której - im bardziej jesteś pijany - tym lepiej pamiętasz słowa. Wokół boxerów czilują ekipy Foto: Na przykład „Whisky” i „Wehikuł czasu” słyszałem w aranżacjach: na uliczną gitarę z otwartym na napiwki pokrowcem, w wersji disco polo, w wersji polski rap i w wersji po góralsku. Jeśli jesteś fanem alkoholu i polskiej kultury popularnej ostatnich trzech dekad, pokochasz Mielno. Ludzie w Mielnie się bawią Foto: Mielno nocą to tak świetne miejsce, że nawet pobyt w sklepie spożywczym zapewni rozrywkę, jakiej nie daje żaden polski kabaret. Narąbani (ale nie agresywni) imprezowicze mówią: „Mordy, jakby co, tam się Polska kończy”. Albo słuchając AC/DC lecące z głośników w sklepie: "Mordo, ta muzyka to za duże tripy dla mnie”. „Też grasz w GTA? Rączki rączki, LSPD”, „Nie dajecie już śniadań? No dobra, ku*wa, jak taki jesteś, to ja już spie*dalam”. Mielno jest też świetnym obiektem do przeprowadzania „tattoo-spottingu”, czyli przeglądania tatuaży, które w najlepszym przypadku wyglądają jak naklejka na samochód w "Need for Speed: Underground 2". Tattoo-spotting Mielno Foto: Śmierdzący problem Dosyć smutną rzeczą w Mielnie jest całkowity brak szaletów publicznych. Zwiedziłem to miasto wzdłuż i wszerz - nie znalazłem żadnego. Jeśli chcesz sobie ulżyć, masz do wyboru: wyszukać otwartą knajpę z toaletą (większość bud podających jedzenie z wypływającym na dłonie sosem nie ma łazienek) i zapłacić 2 złote (pod warunkiem, że przestarzała instalacja do otwierania drzwi nie połknie twoich monet), albo ulżyć sobie pod winklem budy z zapiekankami. Zgadnijcie, którą opcję wybierają ludzie i dlaczego w bramach śmierdzi jak w zakiszonym wnętrzu festiwalowego Toi-Toi’a. To problem niemały. Piwo jest moczopędne, a w Mielnie spożywa się je w ilościach iście woodstockowych. W sobotnie popołudnie, na ulicy nie znajdziesz jednej osoby nie trzymającej w ręku otwartej butelki z piwem. Policja przymyka na to oko. Staje się to oficjalne po tym, jak sam przez przypadek pozdrowiłem butelką piwa dwóch policjantów patrolujących bulwar w Mielnie. Ale w sumie ma to sens. Łapanie za picie w takim miejscu byłoby tak racjonalne, jak łapanie za hazard w Las Vegas. To miasto stoi na konsumpcji alkoholu, dlatego mieszkańcy są bardzo zestresowani ustawą zabraniającą sprzedaży alkoholu po 23. Oczywiście większość sklepów monopolowych w dzień to „placówki pocztowe”, a w nocy „lokale gastronomiczne”, dlatego mogą podawać alkohol turystom 24/7 (jedyna różnica jest taka, że sprzedawca w „lokalu gastronomicznym” musi ci otworzyć alkohol przed podaniem). Zdaniem większości mieszkańców ten przepis jest bez sensu i godzi w interesy miasta utrzymującego się z pijanych turystów. Patrz komu ufasz, czyli niebezpieczne mikrofalówki Mielno nie jest miejscem dla foodies chcących po trochu doświadczyć wszystkiego z reklamowanej wszem i wobec kuchni tureckiej, rybnej i meksykańsko-włoskiej. Wiem o tym, gdyż w drodze powrotnej musiałem stawać na co drugiej stacji benzynowej, by posiedzieć chwilę w łazience. Jako typowy przedstawiciel narodowości polskiej jarają mnie wszelkiego rodzaju rzeczy z serem, tłuszczem i sosem czosnkowym, przez co podejmowałem bardzo ryzykowne wybory gastronomiczne. Przede wszystkim, nie polecam jadać w większości miejsc oferujących kilka kuchni świata na raz. Tamtejszy szef najprawdopodobniej nie ma pojęcia na jakim kontynencie leży Turcja, a jedyne czego od niego wymaga pracodawca, to obsługa mikrofalówki i zamrażarki. Są trzy miejsca w Mielnie, które mogę określić jako w miarę bezpieczne do stołowania się. Pierwsze to "Krowa Burger" - takie mieleńskie "Aioli" - siedziba lokalnej hipsterki, gdzie wygolona z boku dziewczyna z kolczykiem w nosie puszcza The Who przewracając kotlety. Burger kosztuje 20 złotych i jest całkiem przyzwoity, choć ciężko się go je przez sałatę o średnicy kołpaka. Kraftowy burger z Mielna Foto: Drugie w miarę bezpieczne miejsce, to speluna zapiekankowa przy wejściu na plażę od ul. 1-go maja. To miejsce wydaje się tutejszym Wedlem wśród budek z zapiekankami. Buda jest czysta, a składniki i cały proces produkcji jest widoczny dla klienta. Na śniadanie koniecznie skoczcie do pani Jadwigi, która „Szarlotkę” - stołówkę z obiadami domowymi (bez pizzy i kebaba) prowadzi od 40 lat. Dwie jajecznice z trzech jaj, pomidor z cebulką, 4 plastry sera żółtego, 4 plastry szynki, masło (nie margaryna!) plus dzban herbaty i koszyk pieczywa kosztuje tylko 24 złote. Więcej zapłacisz w sklepie za produkty, a nie doświadczysz przyjaznego spojrzenia. W dzień są pyszne obiadki, po których odechce ci się ryzykować z „oryginalnym tureckim kebabem”. Te zapiekanki są naprawdę OK! Foto: Pokochałem Mielno i dlatego boję się o jego przyszłość. Miasto powoli staje się za mało patologiczne dla patoli, za mało szykowne dla bogaczy i za mało hipsterskie dla hipsterów. Dlatego jeśli chcecie jeszcze doświadczyć Mielna, zanim i tu trafią wegańskie burgery, bezglutenowa ryba w panierce i thai-rolle z tempeh, pośpieszcie się. Tu jest prawdziwa polska ludowość. Polskość, której nie da się nie kochać. Zobacz także: DKMS #niesamowiteuczucie
na jakim kontynencie leży turcja