Testerka wierności to osoba, która na zlecenie partnera, podejmuje próby uwodzenia drugiej osoby, aby sprawdzić, czy ta ostatnia jest wierna. W większości przypadków testerami są kobiety, ale nie brakuje również mężczyzn. To zadanie wymaga umiejętności obserwacji, zrozumienia psychologii i zdolności do bycia przekonującym w
Tu za każde 10 zł dostajemy ok. 40 -50 zł.No i warto pamiętać, że od stycznia wszedł Polski Ład, dzięki któremu osoby zarabiające do okolic mediany – do ok. 4,5 tys. zł, zyskają ok
Miałem tego nie wrzucać ale . NIech leci Taką perełkę nagrałem na manifestacji :) . Oporniki i Kodowcy atakują .-----
NAŁÓG Cała prawda o NAŁOGACH - 6 najważniejszych decyzji które podejmiesz - Sean Covey. Odblokuj dostęp do 14367 filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów! Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości. Włącz dostęp. Dodał: Nieprzeciętne Życie. Opublikowano: 2018-03-03.
Read 8. Cała prawda o zdradzie Tae from the story Porwana 2 // BTS by Milka9795 (Mila) with 634 reads. bts, zemsta, jimin. Bardzo proszę, o większą aktywność😭
Przygotowywany przez PIW tom to wznowienie opublikowanych na przełomie lat 80. i 90. trzech powieści Bronisława Wildsteina - "Jak woda", "Brat" oraz "O zdradzie i śmierci". Nowe wydanie uwzględnia poprawki autora i będzie pierwszym wznowieniem tych powieści od czasu ich publikacji (kolejno w latach: 1989, 1992, 1994).
RPwJshY. Autor Cała Prawda o NK Deleted_User User deleted! Postów: 0 NowyMiejscowo¶ć: nowhere Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 05-07-2008 14:41 SUPER !!!! Facet niesamowity,włozył wiele trudu by zrobić sondaż i pięknie podsumował.. Zapraszam do poczytania.. Brawa dla go¶cia!!! user has been deleted! Autor W¶cibski Go¶ć Nadistota Postów: Bardzo dużo Data rejestracji: Od zawsze Dodane dnia 26-07-2022 13:52 Reklama Góra Autor RE: Cała Prawda o NK bob-bob Użytkownik Postów: 997 ExpertMiejscowo¶ć: Gdynia Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 05-07-2008 18:36 Ilonko, dzięki za link. No ciekawe, wygl±da na to, że ostatecznie zatarły się różnice między mężczyznami a kobietami. Płakać czy się cieszyć? Autor RE: Cała Prawda o NK Deleted_User User deleted! Postów: 0 NowyMiejscowo¶ć: nowhere Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 05-07-2008 19:06 Ja sie popłakałam własnei w dosłownym słowa znaczeniuThis user has been deleted! Autor RE: Cała Prawda o NK ewik Użytkownik Postów: 28 MałomównyMiejscowo¶ć: mazowieckie Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 05-07-2008 20:42 Brawo projekt super,ale nie ma się co dziwić,że my zdradzeni musimy przeżywać niewierno¶ć partnera ,skoro jest tyle chętnych do w dzisiejszych czasach już nie wiedz± co znaczy milo¶c i wierno¶ bardzo boli,czy to s± istoty my¶l±ce,czy maszynki do sexu? Autor RE: Cała Prawda o NK bob-bob Użytkownik Postów: 997 ExpertMiejscowo¶ć: Gdynia Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 05-07-2008 23:13 Ewik, konkurencja działa ożywczo na jako¶ć, monopole się raczej nie sprawdzaj±. Zawsze dobrze jest mieć poczucie konkurencji, bo to przeciwdziała marazmowi zwi±zku. Być może to szokuj±co brzmi, ale je¶li przyjmiemy, że to się tyczy obojga partnerów, to może nie jest tak Ľle, że powoli zwi±zek przestaje wygl±dać, jakby kto¶ miał kogo¶ na własno¶ć bezwarunkowo i do końca życia. Bo zwykle po jakim¶ czasie przestaje się starać. Ja się dziwię czemu innemu, do tej pory byłem przekonany, że kobieta raczej potrzebuje zbudowania zwi±zku emocjonalnego do jakiej¶ zażyło¶ci intymnej. A tu się raczej okazuje, że kobieta zmienia się ostatnimi czasy bardzo szybko w kierunku zajęcia do tej pory czysto męskiej roli. Może to i dobrze, bo w efekcie może zwi±zki stan± się bardziej wyrównane. Autor RE: Cała Prawda o NK finka Użytkownik Postów: 898 ExpertPomógł: 1 Data rejestracji: Dodane dnia 05-07-2008 23:42 Bob...od wieków zawsze były takie kobiety, które nie potrzebowały zwi±zku emocjonalnego aby przej¶ć do tej zażyło¶ci więc proszę nie ciesz się tak niekontrolowane emocje zawsze robi± z człowieka idiotę więc nie trać okazji aby milczeć. Autor RE: Cała Prawda o NK bob-bob Użytkownik Postów: 997 ExpertMiejscowo¶ć: Gdynia Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 05-07-2008 23:51 Finko, ale nie masz wrażenia po NK, że jest jakby tego więcej? Że to (procent) jednak się zwiększa? Rozmawiali¶my w innym w±tku o nabywaniu przez kobietę modelu "księcia". A je¶li to (to zachowanie na NK) to jest efekt innego modelu? Bo wiesz, ja się zastanawiam, jak ja bym wychowywał córkę. I, to może szokować, ale chciałbym, żeby potrafiła szybko wchodzić i kończyć zwi±zki. I jasno komunikować się z drug± stron±. Je¶li teraz sporo facetów w znacznie większym stopniu uczestniczy w wychowywaniu swoich dzieci, to może to jest efekt. Logowanie Nie jeste¶ jeszcze naszym Użytkownikiem?Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować. Zapomniane hasło?Wy¶lemy nowe, kliknij TUTAJ. Copyright © 2007-2021 39322 Unikalnych wizyt Powered by PHP-Fusion© 2003-2017 Portal zgadza się na powielanie tre¶ci w innych serwisach, pod warunkiem umieszczenia pod każdym skopiowanym tekstem następuj±cej informacji wraz z linkiem : Tekst pochodzi z portalu
Autor RE: Cała Prawda o NK bakamama Użytkownik Postów: 6 NowyPomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 08-07-2008 10:02 To wła¶nie dzięki NK moje małżenstwo rozpadło się na kawalki. Moj m±z na NK odnalazł miło¶ć sprzed lat i po kolku mailach zakochal się w niej na nowo... To miał być portal dla odnowienia przyjazni z przed lat, dla mnie stał się "zabójczym" portalem Autor W¶cibski Go¶ć Nadistota Postów: Bardzo dużo Data rejestracji: Od zawsze Dodane dnia 26-07-2022 13:52 Reklama Góra Autor RE: Cała Prawda o NK rise Użytkownik Postów: 351 PrzyjacielMiejscowo¶ć: Jelenia Góra Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 08-07-2008 10:08 wiesz bakamama, z NK to jest tak, że wszystko jednak zależy od ludzi, którzy z niej korzystaj±. Równie dobrze mógł spotkać j± w poci±gu, autobusie, tramwaju, na plaży podczas wakacji... jednym słowem mówi±c gdziekolwiek. Ale czy wtedy winiłaby¶ PKP za to, że Twój partner spotkał tam star± miło¶ć ? Wiesz, prawda jest taka, że w menu NK jest napisane "znajomi" i ja tak te osoby traktuję. Je¶li kto¶ zamienia "znajomi" na "kochanki" to tak, wtedy to się staje Till Death Autor RE: Cała Prawda o NK abi Użytkownik Postów: 78 Stały bywalec Miejscowo¶ć: SZ-cin Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 08-07-2008 11:30 Rise against, masz rację, że wszystko zalezy od ludzi. Jezlei ktos ma wrodzon± sklonno¶ć do zdrady, to w sprzyjajacej sytuacji ona się uaktywni. Wierze w to, ze ludzie maja gdzie¶ tam w ¶rodku zakodowana ta sklonno¶ć lub nie. To tak jak w tym powiedzeniu" okzaja czyni złodziejm". Jedni wykorzystaj± mozliwo¶ć, inni za nic w swiecie i tyle. Ja wiem, że nie zdradzilabym za nic w swiecie bo tak jestem skonstruowana i tyle. Gdyby nawet lezał obok najprzystojniejszy facet pod słońcem, nie skusiłabym się. ( Przerobione!). Tzn. przed zdrad± męża tak było, bo teraz nie wiem. Jezlei zgrzeszyłabym w tej chwili to wbrew sobie, zupełnie z innych pobudek. Nieraz nawet osoby nie zdaja sobie sprawy, ze mog± zdradzić dopiero własnie wła¶ciwa sytuacja odsłania ta słabo¶ć. (np. NK) Dlatego własnie dla takich ludzi ważne powinny być zasady bo moralno¶ć powinna była wówczas ich obronić a jak i ta jest słaba to wiadomo co dalej. A pożniej sie przypisuje zwi±zek przyczynowo- skutkowy. Ze nieszczesliwy, że zona nie rozumiała, nie dawała tego, owego, ze brakowało, etc. A przyczyna tkwi w tym, ktory zdradził i tyle. Czasami sam nie rozumie dlaczego i doszukuje sie motywów."Przebaczenie jest najtrudniejsz± miło¶ci±." Autor RE: Cała Prawda o NK bakamama Użytkownik Postów: 6 NowyPomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 08-07-2008 11:38 Wiem, wiem ,że mógł j± spotkać wszędzie...I ze to tylko jego wina, tylko widzisz on był z ni± kilkana¶cie lat temu, jako¶ dziwnie wierzę ( choć może i tutaj jestem naiwna), ze on na prawdę nie szukał kontaktu z ni±, że gdyby nie cholerny portal NK, nigdy by jej nie spotkał ( mieszka bardzo daleko). Nie winię NK, ale może moja historia bedzie przestrog± dla ludzi którzy sa słabi, którzy łatwo ulegaja emocj±. Moze zastanowi± się chwilę nim zaczn± odnawiać kontak z kolejna szkolna miłosci±. Autor RE: Cała Prawda o NK Muminka38 Użytkownik Postów: 95 Stały bywalec Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 08-07-2008 12:33 przez NK moja koleżanka straciła rodziców, ojciec spotkał sie ze swoj± pierwsz± szkoln± miło¶ci± i oszaleli na swoim punkcie, natychmiast rozwód przeprowadzał. Okazało sie ze dawna miło¶c jest samotna rozwódka. M±z mojej innej koleżanki kiedy poszedł na spotkanie tez spotkał pierwsz± miło¶ć, wrócił do domu i pierwsze słowa ze musi zastanowic sie nad swoim życiem. Jak jest teraz nie wiem.. Autor RE: Cała Prawda o NK namad Użytkownik Postów: 14 MałomównyPomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 08-07-2008 13:37 Co jest z ta NK, mój maz tez zdradził, odnlazla go dawna dziewczyna, doszło do spotkań w realu, zauroczył sie, tak teraz mowi, nie wie co go opętało, a naprawde bylismy dobrana par±. namad Autor RE: Cała Prawda o NK Niesiunia Użytkownik Postów: 708 ExpertMiejscowo¶ć: Lublin Pomógł: 0 Data rejestracji: Dodane dnia 08-07-2008 15:41 No wła¶nie, co prawda mój m±ż nie zdradził mnie przez NK, ale przez NK rozpadło sie małżeństwo moich znajomych! I wiecie co, m±ż zdradził żonę z jak±¶ tam star± miło¶ci± ¶wiadomie, ale wcale nie chciał się z żona rozstawać, ale ona powiedziała że to koniec. Ta to dopiero ma mocny charakter! Nie tak jak my że tęsknimy za tymi mężami. Mój dzisiaj wycofał pozew z s±du metropolitarnego! Ta lafirynda się od niego wyprowadza! Twierdzi że nabałaganił w swoim zyciu i chce to naprawić. Ciekawe co będzie dalej...?Życie jest dobre! Logowanie Nie jeste¶ jeszcze naszym Użytkownikiem?Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować. Zapomniane hasło?Wy¶lemy nowe, kliknij TUTAJ. Copyright © 2007-2021 39322 Unikalnych wizyt Powered by PHP-Fusion© 2003-2017 Portal zgadza się na powielanie tre¶ci w innych serwisach, pod warunkiem umieszczenia pod każdym skopiowanym tekstem następuj±cej informacji wraz z linkiem : Tekst pochodzi z portalu
Strona główna Media Cała prawda o „Okrągłym stole”, III RP, BOLKU Wałęsie, Kiszczaku, Jaruzelskim i...
fot. Adobe Stock Początkowo nie wierzyłam sąsiadce, gdy mówiła mi o niewłaściwym zachowaniu mojego męża. Ale gdy plotki powtórzyły kolejne osoby... No cóż... Człowiek powinien wierzyć swojemu ślubnemu. Bo jeśli nie jemu, to komu? Oczywiście, taka mądra to ja jestem dopiero teraz, kiedy tamte emocje już dawno za nami. Aż strach pomyśleć, jak to wszystko mogłoby się skończyć – przecież był taki moment, że byłam gotowa rozwieść się z Mariuszem! Wścibska sąsiadka czy coś więcej? Jesteśmy małżeństwem, jakich wiele. Mamy dwoje dzieci, własne – choć kupione na kredyt – mieszkanie, pracujemy oboje w tej samej szkole. Mariusz uczy wychowania fizycznego, a ja plastyki i techniki. Wiadomo, żadne z nas nie zarabia kokosów. To nie Warszawa, tu ludzie zawrotnych karier na jednej transakcji nie robią – takie życie to my sobie możemy najwyżej na filmach pooglądać. Tu człowiek, jak chce żyć na jakim takim poziomie, musi się nieźle narobić. Dlatego Mariusz, oprócz swojego etatu w szkole, popołudniami zdecydował się dorabiać jako instruktor siatkówki dziewcząt w lokalnym klubie sportowym. Może nie były to wielkie pieniądze, ale zawsze... Przyznaję, że te kilka groszy, które dorabiał Mariusz, często ratowało nasz domowy budżet. Nie narzekałam więc, że męża przez większość dnia nie było w domu, i żadne podejrzenia nigdy mi się w głowie nie zalęgły, co też on tam na tej hali treningowej, dzień w dzień z młodymi, atrakcyjnymi dziewczynami, może robić. W końcu nie znałam go od wczoraj. Ale taka spokojna byłam do czasu. Wszystko zaczęło się od jednego niewinnego zdania. Wracałam właśnie z zakupów. Jak dziś pamiętam, że był wietrzny i chłodny dzień, a nasz samochód jak na złość zamiast wzorowo odpalić za pierwszym razem, „krztusił” się i „kasłał” na moje utrapienie i na pośmiewisko sąsiadom pod blokiem. Właśnie w momencie, kiedy po raz kolejny usiłowałam poradzić sobie z niesforną stacyjką, usłyszałam Renię, moją sąsiadkę: – Bez chłopa kłopot, co? Gdyby Mariusz był w domu, pewnie raz dwa by sobie z takim drobiazgiem poradził… Postanowiłam puścić słowa wścibskiej koleżanki mimo uszu. Znałam Renatę ładnych kilka lat, miałyśmy dzieci w podobnym wieku, ale nigdy nie zostałyśmy przyjaciółkami, bo Renia jak na mój gust nadmiernie interesowała się życiem innych ludzi. A już plotkować „co”, „kto” „gdzie” i „z kim” to uwielbiała nad wszelką przyzwoitość! Milczałam więc konsekwentnie, ale Renata nie z tych, których takie milczenie może odwieść od wybadania, co się dzieje za miedzą. Drążyła dalej: – A Mariusz na treningu, tak? – Tak, jak co czwartek – warknęłam, bo tego naprawdę było dla mnie za wiele. „Niech się kobieta zajmie swoim chłopem i swoim domem, a nie mną, moim samochodem i moim mężem!” – złościłam się w duchu. „Zresztą na temat tej jej córeczki też mi się niejedno o uszy obiło! Milena ma dopiero szesnaście lat, toż to dziecko jeszcze, rok starsza od naszej Paulinki, a już „na mieście” się mówi, że jak Renata nie zacznie jej pilnować, to nawet się nie obejrzy, jak babcią zostanie! I wtedy, gdy na chwilę oderwałam myśli od samochodu i pluchy, doleciały do mnie te słowa wścibskiej sąsiadki: – Ja bym na twoim miejscu lepiej się Mariuszowi i tym jego treningom przyjrzała. Ty to taka naiwna nieraz jesteś jak małe dziecko. Ja ci nic nie chcę mówić, Anita, ale chłopu to zawsze jedno w głowie, a moja Milenka też chodzi na te treningi i niejedno mi powtarzała… Mówię ci, po prostu podpytaj męża, czy mu się tam jaka młoda laska nie spodobała. – Co ty opowiadasz, Renata?! – aż mnie zatkało z oburzenia! No bo przyznajcie sami, jest różnica między wścibskimi pytaniami a rzucaniem takich oskarżeń! Renata jednak chyba zorientowała się, że za dużo powiedziała, i postanowiła nabrać wody w usta. – A zresztą, twój chłop, twoja sprawa – rzuciła tylko, kierując się już w stronę swojej klatki – Nie mów mi tylko, że cię nie ostrzegałam – dodała jeszcze na odchodne, uśmiechając się złośliwie. Wzruszyłam ramionami i starałam się jak najprędzej wyrzucić paskudne słowa sąsiadki z pamięci. Trzeba przyznać, nie było to łatwe. No bo znajdźcie mi kobietę, która nie byłaby choć trochę, choć odrobinę o tego swojego ślubnego zazdrosna! Może Mariusz nie jest Mister Universum, ale i ostatni też nie jest. Ćwiczy, to i zbudowany jest porządnie, a to się przecież młodym dziewczynom zawsze podoba. Ubiera się modnie... A ostatnio – no tak, że też nie zwróciłam na to wcześniej uwagi – zaczął wyjątkowo dbać o swój wygląd, nawet zmienił wodę kolońską, na jakiś podobno modny zapach, tłumacząc się tym, że jak się pracuje z młodzieżą, to przecież nie może wyglądać jak dziad! Jakoś mi się to wtedy nie wydawało podejrzane, ale teraz, w świetle tego, co usłyszałam od Renaty, powoli pewne fakty zaczęły mi się układać w jedną całość… Postanowiłam jednak nie zatruwać się próżnymi podejrzeniami. Przecież wiele razy wspólnie z Mariuszem śmialiśmy się z zazdrosnych żon, które przetrząsają mężom kieszenie w poszukiwaniu rzekomych dowodów zdrady! „Młoda dziewczyna? To nie w stylu mojego męża!” – powtarzałam sobie. „Jątrzy ten babsztyl i tyle!”. I pewnie bym sobie dłużej słowami Renaty nie zaprzątała głowy, gdyby nie kolejne wydarzenie, tym razem znacznie bardziej niepokojące. Pewnego dnia nasza córka wróciła ze szkoły wyjątkowo markotna. Miałyśmy dobry kontakt i jeden rzut oka wystarczył mi, żeby stwierdzić, że coś naprawdę złego musiało się stać, skoro Paulina wygląda tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać. – Ktoś ci przykrość zrobił, córeczko? – dociekałam, bo nie chciało mi się wierzyć, żeby to „zapowiedziana klasówka z historii” tak przygnębiła moje dziecko. – Powiem ci – „pękła” w końcu Paulina. – Ale obiecaj, że nie powiesz tacie. To jest… to jest takie straszne… Ja się tak strasznie wstydzę… – Co się stało? – spytałam, a na całym ciele czułam już gęsią skórkę, podczas gdy przez głowę w galopującym tempie przebiegały mi najgorsze scenariusze. – Chodzi o tatę – szepnęła Paulina. Nic z tego nie rozumiałam. O tatę?! Mariusza całe dnie nie było w domu, a poza tym Paulina była jego oczkiem w głowie, wiadomo, jak to „córeczka tatusia” – jaki zawód mógł jej sprawić?! – Tata sprawił ci jakąś przykrość? Może coś źle zrozumiałaś? – dociekałam coraz bardziej zdezorientowana. – Nie, mamo, tata nic mi nie zrobił. To chodzi… to chodzi o jego pracę. Dobrze, powiem ci wszystko po kolei – powiedziała szybko, widząc, że coraz mniej rozumiem z jej słów. – Tata prowadzi te treningi siatkówki. No i wiesz, tam chodzą też moje koleżanki, między innymi Milena i Olga… No tak... Niestety nasza córka nie chciała słuchać żadnych ostrzeżeń i wciąż zadawała się z tą całą Mileną, choć ja widziałam na pierwszy rzut oka, że z tej dziewczyny nic dobrego nie będzie. – I co, pewnie to ta cała Milena zrobiła ci przykrość?! Wiedziałam… – nie mogłam się powstrzymać od komentarza. I pewnie mówiłabym dalej, gdyby Paulina nie przerwała mi, wybuchając płaczem: – Ty nic nie rozumiesz, mamo! One mi nic nie zrobiły! One… Olga powiedziała mi w poniedziałek po treningu, że nigdy więcej jej noga nie postanie w hali, bo tata… bo tata ją molestował! Nogi się pode mną ugięły. No wszystkiego bym się spodziewała, ale nie czegoś takiego! – Ale córciu, to jest bardzo poważne oskarżenie, może jej się coś pomyliło, wiesz, że dziewczynki w tym wieku lubią czasem wyolbrzymiać… – Nic jej się nie pomyliło, mamo! – Paulina teraz już płakała na całego. – Olga nie jest takim typem dziewczyny! Skoro mówi, że tata… że ojciec… to jest takie obrzydliwe! Nie chcę go znać! Nie wiedziałam, co powiedzieć. To, co usłyszałam, po prostu nie mieściło mi się w głowie. Jasne, rozumiem, że dorosłemu człowiekowi, facetowi, może podobać się dorosła kobieta. Ba, nie jestem dzieckiem, zdaję sobie sprawę, że niektórzy mężczyźni zdradzają, że miewają romanse – ale żeby coś takiego?! Żeby wykorzystywać zależną od niego dziewczynkę, jego uczennicę, podopieczną, nieletnią… koleżankę córki?! To po prostu nie mieściło mi się w głowie! Jak na szpilkach czekałam na powrót Mariusza z treningu. Na domiar złego mąż jeszcze się spóźniał. Wcześniej nigdy nie zwracałam na to uwagi, czy przychodzi na czas, czy nie – teraz jednak te dwadzieścia minut tylko potwierdziło moje podejrzenia, że coś jest na rzeczy. Paulina siedziała zamknięta w swoim pokoju, a ja nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Momentami miałam wrażenie, że emocje mnie rozniosą! Kiedy Mariusz wszedł do mieszkania, zastał mnie nabuzowaną i gotową w każdej chwili wybuchnąć: – Co masz mi do powiedzenia? – warknęłam zimno od drzwi, jeszcze nim zdążył zdjąć kurtkę. Mariusz spojrzał na mnie zdziwiony: – A my jesteśmy pokłóceni? Co cię, kobieto, dziś napadło? – Może ty mi to powiesz! – byłam tak wściekła, że nawet nie starałam się mówić cicho. – Od kiedy to interesują cię młode dziewczyny, co?! Ty wiesz, stary zboczeńcu, że to jest karalne?! – teraz krzyczałam już na całego. Mariusz stał jak słup soli i wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami: – Anita, ty oszalałaś – powiedział po chwili. – Co ty w ogóle pleciesz? Naoglądałaś się jakichś filmów, czy co? Znajdź sobie inny obiekt, bo ja po całym dniu jestem naprawdę zmęczony i chciałbym… – A czymże to jaśnie pan jest zmęczony? – nie zamierzałam odpuszczać. Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć i B. – Obłapianiem panienek? – Co ty za głupoty wygadujesz?! Opamiętaj się, Anita, bo naprawdę pomyślę, że brak ci piątej klepki! – widziałam, że Mariusz, jak to mówią, „idzie w zaparte”. O czym ty mówisz kobieto? Owszem, w tym momencie poczułam cień wątpliwości, ale szybko w sobie to uczucie stłumiłam. „Nie ma dymu bez ognia” – buzowało mi w głowie. „Dwie osoby niezależnie od siebie powiedziały mi to samo, w tym jedną była moja córka. Miałabym to zignorować? O nie, zmuszę Mariusza, żeby się w końcu przyznał! A potem – potem mam tylko jedno wyjście – rozwód. Nigdy wcześniej nie brałam pod uwagę takiego zakończenia naszego małżeństwa, ale po tym, co zrobił... – to jest po prostu niewybaczalne! – Wiem wszystko... – postanowiłam zagrać va banque. – Wiem, że molestowałeś Olgę. Masz szczęście, że dziewczyna ci uciekła i nie skończyło się dla ciebie gorzej! Zgniłbyś w więzieniu! – Nikt mi nie uciekał, Anita, opamiętaj się! Znowu ta Olga? W pracy nie mam spokoju, i tu mnie dopadła?! Co za zmora jakaś! O co chodzi tym panienkom?! To na pewno sprawka tej całej Mileny, ona… – Acha! Więc przyznajesz, że znasz te dziewczyny! – czułam, że muszę usiąść, bo jeszcze chwila, a padnę na podłogę jak długa. Moje podejrzenia się potwierdzały. To było przerażające. – Uspokój się na chwilę, to ci wszystko opowiem – Mariusz usiłował objąć mnie ramieniem, ale mu się wywinęłam. Przecież nie będę się obłapiać z człowiekiem… podejrzanym o coś tak obrzydliwego! – Jakoś tak przed feriami pomyślałem, że trzeba przeorganizować naszą drużynę – zaczął opowiadać Mariusz. – Do tej pory było tak, że najstarsze dziewczyny jeździły na wszystkie mecze, wiesz, były takimi trochę gwiazdami. Ale dotarło do mnie, że to niesprawiedliwe, że przecież nie są wcale lepszymi zawodniczkami tylko dlatego, że są starsze. Szczególnie chodziło mi o Milenę i Olgę. No i pewnego popołudnia umówiłem się z nimi w szatni, żeby wytłumaczyć im swoją decyzję… – A ktoś przy tym był? – spytałam zimno, bo już byłam gotowa Mariuszowi uwierzyć, ale niestety, właśnie wtedy pojawił się motyw tej szatni! No bo, powiedzcie mi, jaki dorosły facet umawia się z dwiema nastolatkami, a zapewniam was, że i Olga i Milena są tak zbudowane, że nic im nie brakuje, sam na sam w szatni po zajęciach! No chyba że ma w tym jakiś ukryty cel… – Anita, opamiętaj się, ja nie potrzebuję umawiać się przy świadkach z dziewczynami z mojej własnej drużyny! – Mariusz zaczął tracić cierpliwość. – Mnie właśnie zależało na tym, żeby spotkać się z nimi sam na sam, żeby nie wyciągać tego przy innych dziewczynach i ich dodatkowo nie upokarzać. Niestety – Mariusz skrzywił się lekko – one tego nie doceniły. Podeszły do tego bardzo emocjonalnie. Chyba dotarło do nich, że tak naprawdę wypadają z drużyny. Milena zaczęła płakać. Daję słowo, nie wiedziałem, jak się zachować – dziewczyna sięga mi do ramienia, a płacze jak mała dziewczynka! Ale Olga – Olga zachowała się zupełnie inaczej. Kiedy skończyłem mówić, spojrzałem na nią, a ona ściągnęła usta i wysyczała cicho: „Jeszcze trener tego pożałuje”. Nie potraktowałem jej słów poważnie. Wiesz, jak to w sporcie. Niejednemu zdarza się przekląć czy zagrozić komuś, różnie to bywa w emocjach. Byłem pewien, że smarkatym przejdzie. Niestety, bardzo się pomyliłem. Wyobraź sobie, że po tygodniu dyrektorka szkoły wezwała mnie do gabinetu. Nie chciałem ci nic mówić, może źle wtedy zrobiłem – Mariusz spojrzał na mnie z ukosa. – Ale całą sprawę uważałem za absurd. W tym gabinecie dowiedziałem się, że matki dwóch uczennic… złożyły na mnie oficjalną skargę, że „w nieprzyzwoity sposób odnoszę się do ich córek”. Jak możesz się domyślać, tymi matkami była nasza sąsiadeczka, Renata, i matka tej całej Olgi. Dyrektorka mnie oczywiście przepraszała, jej samej było głupio, że musi zajmować się tak absurdalną sprawą, ale – prawo jest prawem, procedura procedurą. Każdy taki przypadek szkoła musi zbadać, przesłuchać świadków – jednym słowem, dopiero po czasie można stwierdzić, czy nauczyciel jest winny. Oczywiście od razu mogę cię uspokoić – moja sprawa została zbadana, jestem niewinny… Patrzyłam na męża szeroko otwartymi oczami. To on przechodził przez takie piekło i nie pisnął ani słowa?! – Tyle że wiesz, jak to w tym naszym miasteczku – kontynuował Mariusz. – Smród się rozniósł. Tym bardziej, że jak widzisz, te baby nie odpuszczają. Dziwne, że usłyszałaś o tym dopiero teraz. Ja wiele razy od tamtej pory miałem takie sytuacje, że rozmowy w pokoju nauczycielskim cichły, kiedy wchodziłem. Trochę nieprzyjemne, ale wiesz, jaki ja jestem – nie brałem tego aż tak do siebie. Dopóki nie zaczęto wciągać w to ciebie i Pauliny… – Ale przecież my nie możemy tego tak zostawić, Mariusz! – krzyknęłam. – Ja z tym pójdę na policję, trzeba komuś o tym… – No i co powiesz? – Mariusz rozłożył bezradnie ręce. – One są sprytne, Anita. Nie mówią o faktach, tylko: „mówi się”, albo „ludzie mówią”. – Ale one ci szargają opinię, tato – żadne z nas w ferworze rozmowy nie zauważyło, że zapewne od dłuższej chwili stała za nami Paulina. Oczy miała jeszcze zaczerwienione od płaczu, ale widać było, że musiała słyszeć większość wypowiedzi Mariusza, bo była spokojna. – Słyszałam od wielu moich koleżanek, że przestaną przychodzić na treningi, bo „trener lubi dziewczynki”. To obrzydliwe! Jeśli dalej będziesz przymykał na te plotki oczy, stracisz pracę. Mariusz spojrzał na mnie zdumiony, jakby dopiero teraz dotarła do niego powaga sytuacji. – To co my teraz zrobimy? – powiedział bezradnie. A ja – sama jeszcze nie mając sprecyzowanego planu działania – tylko objęłam go współczująco i wyrzucałam sobie w myślach, jak ja mogłam rozważać rozwód z takim wspaniałym człowiekiem! Kolejne dni nie były dla naszej rodziny łatwe, ale teraz, z perspektywy czasu, wiem, że dobrze zrobiliśmy. Najpierw wszyscy – ja, Mariusz i Paulina – poszliśmy porozmawiać z Renatą i matką tej Olgi. Wyobraźcie sobie, że te bezczelne baby wszystkiego się wyparły! Potem Mariusz zapytał przy świadkach Milenę i Olgę, czy kiedykolwiek zrobił im coś, co w jakikolwiek sposób było niewłaściwe. Obie dziewczyny „pękły” i przyznały, że całą historię wymyśliły… To nam wystarczyło. Potem trzeba było tylko wymóc na obu „sprytnych mamuśkach” obietnicę, że czym prędzej przekonają wszystkich, że Mariusz jest doskonałym trenerem i pod jego okiem żadnej dziewczynce nie stanie się krzywda. – Tylko pamiętajcie – dodałam już z własnej inicjatywy, nie bez pewnej satysfakcji – jeśli od kogokolwiek znowu usłyszę insynuacje, że ten pan Mariusz to „coś za dobrze wypełnia swoje obowiązki” albo inne dwuznaczne bzdury w tym stylu – nie będę się długo wahała przed zgłoszeniem sprawy na policję. Zniesławienie to ostatnio często stosowany paragraf. Żadna z kobiet nie odpowiedziała na to ani słowem. Za to ich córki poczerwieniały jeszcze bardziej. Nie chciałabym być wówczas w ich skórze, gdy wróciły do domu! A dla mnie ta cała sytuacja też była pewną nauczką. Teraz już wiem, że powinnam wierzyć mężczyźnie, za którego wyszłam z mąż, a nie jakimś obcym babom – plotkarom! To też może cię zainteresować:Miałam ją za przyjaciółkę, a ona odbiła mi męża i wyrzuciła z mojego własnego domuMoją córkę zabił na pasach pijany kierowca. Część mnie umarła wraz z nią - odtrąciłam wszystkich od siebieWybaczyłam mężowi zdradę. To też moja wina, że musiał iść do innej
Zbliżająca się 75 rocznica mordu w Jedwabnem staje się tym lepszą okazją do podsumowania dotychczasowych efektów badań tej zbrodni i ich nagłaśniania. Niestety ta ostatnia sprawa wygląda szczególnie fatalnie dla Polski. W świecie powszechnie zwyciężyła narracja Jana Tomasza Grossa, obciążająca Polaków za rzekome sprawstwo tej zbrodni. Co więcej, pomimo ustaleń bardzo połowicznej przerwanej ekshumacji przeważająca część zagranicznych autorów podaje zafałszowaną przez Grossa ilość żydowskich ofiar w Jedwabnem, tj. 1600 osób, a nie 350-400, jak ustalono w czasie ekshumacji. Przykładowo podam, że nawet znany historyk francuski prof. Daniel Beauvois, doktor honoris causa uniwersytetów Wrocławskiego, Warszawskiego i Jagiellońskiego podał w swej wydanej w 1995 r. „Histoire de Pologne” fałszywą liczbę 1600 osób w Jedwabnem. Co sprawiło, że za granicą zatriumfowała tak krzywdząca dla Polski fałszywa narracja J. T. Grossa? Złożyło się na to kilka czynników. Pierwszym z nich była szkodliwa postawa pierwszego szefa IPN-u Leona Kieresa, który wspierał tezy Grossa. Drugim czynnikiem był fakt, że przez cztery lata rządów SLD i i osiem lat Platformy Obywatelskiej nie dbano o jakiekolwiek zasady polskiej polityki historycznej i jakąkolwiek obronę prawdy o historii Polski. Po trzecie, i to jest też bardzo ważny czynnik – w pierwszych latach po ogłoszeniu książki J. T. Grossa „Sąsiedzi” zbyt mało polskich historyków i publicystów wystąpiło z odważnym otwartym potępieniem wbrew „poprawności politycznej” tej jawnie oszczerczej, wręcz hochsztaplerskiej książki żydowskiego socjologa. Wśród tych, którzy otwarcie wystąpili przeciw kłamstwom Grossa przytoczę takie nazwiska jak prof. Tomasz Strzembosz, dr Piotr Gontarczyk. dr Leszek Żebrowski, profesor Marek Wierzbicki, dr Sławomir Radoń, prof. Krzysztof Kawalec, prof. Tomasz Szarota, dr Adam Cyra, prof. Ryszard Bender, dr, a później profesor Bogdan Musiał. Wystąpiłem również ja w 2001 r. z pierwszą naukową książką demaskującą kłamstwa Grossa pt. „Sto kłamstw Z kręgów polonijnych zaś trzeba odnotować stanowczą krytykę kłamstw Grossa przez prof. Ivo C. Pogonowskiego, dr, a później prof. Marka Jana Chodakiewicza, prof. Johna Radziłowskiego i Ryszarda Tyndorfa. Było to jednak o wiele za mało, by przeciwstawić się ogromnej skoordynowanej wrzawie bardzo silnego lobby żydowskiego w Polsce. o którym szerzej jeszcze później wspomnę. Zafałszowania wokół mordu w Jedwabnem Od momentu opublikowania „Sąsiadów” Grossa w 2000 r. wiele kwestii w tej książce wydawało się całkowicie nieprawdopodobnych i wzbudziło natychmiastowe kontrowersje. Szczególnie nieprawdopodobna wydała się podana przez Grossa liczba 1600 Żydów, którzy mieli być spaleni w jednej stodole. Wątpiono, czy jakakolwiek stodoła mogła pomieścić taką ilość ofiar. Ekshumacja w Jedwabnem dowiodła później, że w rzeczywistości zginęło tam nie 1600 Żydów, lecz około 350-400. Od początku podważano twierdzenie Grossa, że zbrodnia została popełniona całkowicie przez Polaków, bez jakiegokolwiek aktywnego udziału Niemców w sytuacji, gdyż było to na terenie okupowanym przez Niemców. W czasie, gdy Polacy nie mogli wtedy w ogóle posiadać benzyny nonsensem stawała się teza Grossa, że to Polacy spalili benzyną Żydów, zapędzonych do stodoły. Od początku podejrzenia budziło odrzucanie przez Grossa polskich świadectw i niektórych dawniejszych świadectw żydowskich, które jednoznacznie wskazywały, że sprawcami mordu byli Niemcy. Podejrzenia wzbudzały przytaczane przez Grossa świadectwa jego trzech głównych świadków o dość szemranych rodowodach. Główny jego świadek Szmul Wassersztejn w momencie mordu w ogóle nie przebywał w Jedwabnem, lecz ukrywał się kilka kilometrów odległości od miasta. Inny świadek nigdy nie mieszkał w Jedwabnem. Trzeci świadek, jak się okazało, również nie był w 1941 roku w Jedwabnem, bo w 1940 r. został przez Sowietów schwytany na kradzieży patefonu i wywiezionym na Syberię. Szybko udowodniono również dziesiątki innych nieścisłości Grossa. Szczególnie znamienna była dość szczególna „metoda badawcza” J. T. Grossa, który mając do czynienia z dwoma sprzecznymi wersjami (nawet,. gdy obie były autorstwa Żydów) bez wahania bezbłędnie wybierał wersję najbardziej niekorzystną dla Polaków. Starannie przemilczał przy ty fakt, że istnieje również całkowicie odmienna wersja tego samego wydarzenia. Oto jakże wymowny przykład. Na s. 12 polskiego wydania „Sasiadów” Gross bez jakiejkolwiek informacji o istnieniu innej wersji tego samego zdarzenia przytoczył historię w następujący sposób opisaną przez Szmula Wasersztajna, skądinąd znanego z jakże wielu nieścisłości i jawnych zmyśleń: „Tego samego dnia zaobserwowałem straszliwy obraz: Lubrzańska Chaja, 28 lat i Binsztajna Basia, 26 lat, obie z niemowlętami na rękach, widząc, co się dzieje poszły nad sadzawkę, woląc raczej utopić się wraz z dziećmi, aniżeli wpaść w ręce bandytów. Wrzuciły one dzieci do wody i własnymi rękami utopiły, później skoczyła Binsztajn Baśka, która poszła na same dno, podczas gdy Lubrzańska Chaja męczyła się przez kilka godzin. Zebrani chuligani zrobili z tego widowisko, radzili jej, żeby się położyła twarzą do wody, a wtedy szybciej się utopi. Ta widząc, że dzieci już utonęły rzuciła się energiczniej do wody i tam znalazła śmierć? Ta sama sprawa została opisana w całkowicie odmienny sposób przez autentycznego świadka wydarzeń w Jedwabnem – Rywkę Fogel: „Siostry, żona Abrahama Kubańskiego i żona Saula Binhsteina, których mężowie wyjechali z Rosjanami, po przeżyciu straszliwej kary z rąk Niemców, zdecydowały się położyć kres swoim życiom i życiom swoich dzieci. Wymieniły dzieci między sobą i razem wskoczyły do głębokiej wody. Stojący obok goje wyciągnęli je, lecz im udało się wskoczyć znowu i utonęły”. Jak widzimy – w pierwszej, jedynej podanej przez Grossa wersji (opisanej przez S. Wasersztajna) Polacy jakoby jeszcze okrutnie naigrawali się z kobiet pragnących popełnić samobójstwo W drugiej wersji, ,całkowicie przemilczanej przez Grossa (R,.Fogel) Polacy próbowali uchronić obie Żydówki przed śmiercią, wyratowali je z wody, na próżno jednak, ze względu na ich kolejne działania samobójcze. Nie dowiadujemy się, dlaczego Gross uznał akurat pierwszą wersję śmierci obu Żydówek za jedynie wiarygodną, ani dlaczego całkowicie przemilczał istnienie odmiennej wersji. Tym bardziej, że w dalszej części „Sąsiadów” (s. 66 ) sam Gross powołuje się na inna część relacji tejże Rywki Fogel, której opowieść przemilczał w przypadku śmierci obu Żydówek. Prof. T. Strzembosz: „Profesor Gross jest od dawna skompromitowany” Wielokrotnie bardzo ostro krytykował kłamstwa Grossa jeden z najwybitniejszych historyków polskich ostatnich dziesięcioleci prof. Tomasz Strzembosz Bardzo wymowne pod tym względem były jego stwierdzenia w dniu 4 kwietnia 2001 r. w wywiadzie dla RMF 24: – „Tomasz Strzembosz : Według mnie profesor Gross jest od dawna skompromitowany. Nie tylko jako historyk, ale też jako badacz. – RMF: Dlaczego? – Tomasz Strzembosz : Dlatego, że napisał książkę, w której nie zachował podstaw warsztatu naukowego i to mnie zupełnie wystarcza. Podam dwa przykłady: w rozdziale „Rabunek”, Gross podaje cztery relacje żydowskie, z tych dwie Eliasza Grondoskiego i Boruszczaka są relacjami skompromitowanymi na śledztwie. Eliasz Grondoski w tym czasie był w Związku Sowieckim, a Boruszczak nigdy nie był mieszkańcem Jedwabnego i on spokojnie to przytacza. Jemu to nie przeszkadza, chociaż w tych aktach jest to wyraźnie powiedziane. I ten Boruszczak i Grondoski wysuwali całe listy zbrodniarzy, tylko że ich tam nie było”. Na koniec tego wywiadu prof. Strzembosz zaakcentował: „ My przepraszamy Żydów, przepraszał Wałęsa, pojechał Bartoszewski i przepraszał profesor Kieres. Natomiast Żydzi nas nie przeprosili, a oni mają też winy wobec Polaków. Czy nie jest to dziwna sytuacja?”. Z kolei w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność” z 3 sierpnia 2001 r. pt. „Nieuświadomiony antysemityzm”, prof. Strzembosz zapytywał: „Dlaczego to 60. okrągła rocznica spalenia w synagodze białostockiej 27 czerwca przez Niemców ok. 800 Żydów polskich, tak bliska czasowo 10 lipca, nie spotkała się z analogicznym uszanowaniem? Dlaczego tu także nie odmówiono modłów, nie położono kamyków? Czyżby Żydzi z Białegostoku byli mniej ważni lub mniej umęczeni? Nie pojmuję!!! Czy dlatego, że tutaj oprawcami byli niewątpliwie funkcjonariusze III Rzeszy? Przeciw kłamstwom Grossa Warto też przypomnieć bardzo stanowcze wystąpienie przeciw kłamstwom J. T. Grossa ze strony najwybitniejszego amerykańskiego badacza historii Polski – Richarda C. Lukasa, autora kilku bardzo ważnych książek na temat dziejów Polski, m. in. znakomitego „Zapomnianego holocaustu”. Lukas opublikował w maju 2001 roku bardzo ostrą krytykę antypolskich oszczerstw Grossa na łamach „The Polish American Journal”, stanowczo potępiając Grossa jako żydowskiego propagandystę, służącego swą książką pomocą w wymuszaniu ogromnych spłat przez Polaków na rzecz roszczeń materialnych Żydów. W swym artykule Lukas szczególnie ostro potępił Grossa za wybielanie zbrodniczej żydowskiej kolaboracji na Kresach Wschodnich w latach 1939-1941, pisząc wręcz o „żydowskiej zdradzie we wschodniej Polsce”. Szczególnie istotne pod każdym względem było wystąpienie prof. Normana Finkelsteina z obszernym artykułem potępiającym antypolską wymowę książki J. T. Grossa na łamach „Rzeczpospolitej” z 20 czerwca pt. „Goldhagen dla początkujących”. Finkelstein ogromnie krytycznie ocenił „Sąsiadów” Grossa, zarzucając im, że „pełne są rażących (…) sprzeczności” i „sformułowań absurdalnych”. Finkelstein zarzucił Grossowi, że jego książka wyraźnie służy „Przedsiębiorstwu Holocaust”, to jest osobom i instytucjom, które wykorzystują dla celów politycznych i finansowych ludobójstwo dokonane na Żydach w czasie drugiej wojny światowej. Według Finkelsteina, „Sąsiedzi” Grossa „stali się kolejną bronią „Przedsiębiorstwa Holocaust” w wymuszaniu od Polski pieniędzy”. Jak pisał Finkelstein: „Przedsiębiorstwo Holocaust rości sobie pretensje do setek tysięcy parceli na polskiej ziemi, wartych dziesiątki miliardów dolarów. (…) Jest to próba wymuszenia skryta pod płaszczykiem żydowskiego cierpienia”. Komentując naciski Przedsiębiorstwa Holocaust na Polskę, prof. Finkelstein pisze, że wspiera ono „taktykę silnej pięści, by zmusić Polskę do uległości”. Według prof. Finkelsteina: „Tak naprawdę to mamy do czynienia z – mówiąc krótko – chuligaństwem Przedsiębiorstwa Holocaust”. Rola Leona Kieresa Niestety szkodliwą rolę w tuszowaniu prawdy o decydującej roli Niemców w Jedwabnem i w zrzucaniu winy za zbrodnię na Polaków odegrał pierwszy szef IPN-u Leon Kieres. Nie był oni historykiem, ani nawet prawnikiem wyspecjalizowanym w tropieniu przestępstw Był specjalistą od prawa gospodarczego, „wsławionym” głównie dość niefortunną służalczą „socjalistyczną” książką „Zalecenia RWPG w sprawach koordynacji planów gospodarczych i ich realizacji w PRL” (Warszawa 1978). Przez dziesięciolecia była to jedyna samodzielna książka L. Kieresa, którą dawało się znaleźć w zbiorach Biblioteki Narodowej. Nota bene w Wikipedii – wbrew zwyczajom – w biogramie Kieresa nie ma w ogóle rubryki: książki. W rozlicznych wypowiedziach jeszcze przez zakończeniem śledztwa Kieres, łamiąc wszelkie zasady, już przesądzał o winie Polaków. W publikowanym w „Rzeczpospolitej” z 3 lipca 2001 artykule „Poszukiwanie narodowej pamięci” Andrzej Grajewski (zastępca redaktora naczelnego „Gościa niedzielnego”) pisał m. in.. że: „Na prośbę MSZ profesor Kieres udał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie prowadził rozmowy z różnymi środowiskami żydowskimi, m. in. w Holocaust Museum w Nowym Jorku. Wówczas przeprosił za udział Polaków w zbrodni w Jedwabnem. Powtarzał to przy okazji innych wystąpień. Podkreślał, że przeprosiny wyraża indywidualnie, jako Leon Kieres. Czy jednak od objęcia funkcji prezesa IPN profesor Kieres ma prawo składania deklaracji wyłącznie we własnym imieniu? W moim przekonaniu profesor Kieres w tych działaniach mieszał rolę moralnego autorytetu (…) z obowiązkami wynikającymi z pełnienia przez niego funkcji bardzo ważnego urzędnika państwowego. Od potrzebnych w tej sprawie aktów ekspiacji są Kościół – prezydent RP i premier, a nie prezes IPN”.” Głównym pomocnikiem Kieresa w forowaniu tez popierających Grossa i jednostronnie obciążających winą Polaków za zbrodnię w Jedwabnem był Paweł Machcewicz, współautor skrajnie zakłamanego opasłego dwutomowego „dzieła” o Jedwabnem „Wokół Jedwabnego” (wydanego w 2002 r. pod red. Machcewicza i Krzysztofa Persaka). Jak bardzo stronniczy był Machcewicz w promowaniu skrajnie prożydowskich wersji najlepiej świadczy jego niezwykle arogancka i paszkwilancka recenzja z książki Marka Chodakiewicz „Po zagładzie”, opublikowana 6 stycznia 2012 r. na portalu tak skompromitowanego swymi oszczerstwami wobec Polaków stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”. Przerwanie ekshumacji (4 czerwca 2001 r.) Już pierwsze prace ekshumacyjne wystarczyły do obalenia podstawowych oszczerczych tez Grossa. Ekshumacja dowiodła, że w stodole zginęło 150-250 Żydów, a nie jak twierdził z uporem Gross. Znaleziono prawie 100 łusek, co dowodziło strzelania do Żydów, próbujących uciec ze stodoły. W tym czasie broń palną mieli tylko Niemcy, wszak Polakom groziła śmierć nie tylko za posiadanie broni, ale nawet za posiadanie radioodbiorników. Jak wiadomo Gross twierdził, że to Polacy mordowali, a Niemcy tylko fotografowali. Fotografowali z broni palnej? Pierwsze wyniki ekshumacji uderzyły tak mocno w twierdzenia Grossa, że maksymalnie przeraziło to jego bezkrytycznych klakierów. Prace ekshumacyjne przerwano 4 czerwca 2001 pod naciskiem żydowskich rabinów i premiera Jerzego Buzka, zawsze służalczego wobec środowisk żydowskich. Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, zawyrokował: „Szacunek dla kości naszych ofiar jest dla nas ważniejszy niż wiedza, kto zginął i jak, kto zabił i jak”. Decyzję o przerwaniu ekshumacji podjął ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński – „To, co działo się między 30 maja a 4 czerwca 2001 roku, było raczej parodią ekshumacji. Przeprowadzeniu rzetelnych prac sprzeciwili się bowiem rabini, argumentując, że wykopywanie zwłok jest sprzeczne z religią żydowską” – opowiadał później prof. Andrzej Kola, który miał je przeprowadzić.” List otwarty wybitnych przedstawicieli Polonii amerykańskiej do IPN-u. 10 lipca 2002 r. kilkudziesięciu wybitnych przedstawicieli Polonii amerykańskiej wystosowało do IPN-u list otwarty, krytykujący przerwanie ekshumacji, list przemilczany w przeważającej części mediów. Centralną częścią. listu było wskazanie na kluczowe braki w działaniach IPN-u w związku z Jedwabnem. Autorzy listu zarzucali iż: „Nie wystarczająco uwypuklono, że w Jedwabnem nie było ekshumacji, a jedynie częściowe badania miejsca zbrodni (…) Nie zastosowano tej samej miary do wiarogodności świadków zeznających o obecności Niemców, którą zastosowano do świadków zeznających, ze Niemców nie było.. Odrzucono (…) zeznania świadków mówiące o obecności Niemców. (…)„ Wśród sygnatariuszy owego „Listu Otwartego”, na który Polonia nie doczekała się nigdy należytej odpowiedzi, były tak znaczące postacie polonijne jak : profesor, pisarz .I. C. Pogonowski, prof. medycyny dr J. Moor- Jankowski, zasłużony działacz i autor polonijny R. Tyndorf, historyk prof. M. K. Dziewanowski, prof. historii J. Radziłowski, wdowa po S. Korbońskim, zasłużona działaczka polonijna Z. Korbońska, niezwykle zasłużona w zbieraniu danych o polskich Sprawiedliwych, którzy ratowali Żydów politolog A. Poraj-Wybranowska, radca prawny M. Szonert – Binienda, Tadeusz Witkowski, słynny z późniejszej udanej lustracji TW ks. M. Czajkowskiego, prof. prawa M. Wagner, prof. historii M. J. Chodakiewicz. W ciągu ponad 16 lat, jakie upłynęły od publikacji „Sąsiadów” Grossa udowodniono, że wiele jego stwierdzeń było ewidentnymi kłamstwami, a sam Gross nie był prawdziwym naukowcem, lecz hochsztaplerem. Niestety dla swych kłamstw Gross miał wsparcie potężnego lobby w Polsce, począwszy od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który jeszcze przed zakończeniem śledztwa w Jedwabnem już 10 lipca 2001 r. pospieszył z samowolnymi przeprosinami Żydów za mord w Jedwabnym, faktycznie występując w imieniu polskiego narodu, choć nie miał do tego żadnego upoważnienia,. Grossa wspierała i broniła cała chmara kłamliwych dziennikarzy na czele z „Gazetą Wyborczą” , „Tygodnikiem Powszechnym”,„TVN 24” (osławiona M. Olejnik) i In. Dochodziła do tego duża grupa kłamliwych historyków na czele z. prof. Andrzejem Paczkowskim, prof. Andrzejem Friszke, dr Andrzejem Żbikowskim. Jako przewodniczący Rady IPN, a wcześniej – z rekomendacji PO – członek Kolegium IPN, prof. Paczkowski udostępnił Grossowi materiały dotyczące Jedwabnego z likwidowanej wówczas Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu, pośpiesznie zamykając je przed polskimi uczonymi. Grossa wspierało również wielu pseudoautorytetów w stylu Jacka Kuronia, A. Michnika, czy Marka Edelmana, kłamliwych naukowców-ignorantów z innych dziedzin, np. socjolog dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego Paweł Śpiewak oraz cala rzesza różnych niechętnych Polsce celebrytów typu Agnieszki Arnold. W 2001 r. nakręciła ona film „Sąsiedzi”, kompletnie w duchu J. T. Grossa. Na tle ocen poważnych historyków, wzywających do jak najbardziej starannego zbadania całej sprawy mordu w Jedwabnem, tym bardziej szokują wystąpienia dyletantów, mentorsko pouczające wybitnych historyków, bo oni, dyletanci, wiedzą lepiej. Pod tym względem prawdziwe rekordy absurdu pobił drukowany w „Tygodniu Powszechnym” z 11 lutego 2001 r. tekst „Sprawa krwawego błota”, pióra znanego autora fantastyki naukowej, pisarza Stanisława Lema. Podziały wśród duchowieństwa w sprawie Jedwabnego Zdawałoby się, że antypolskie i antychrześcijańskie oszczerstwa J. T. Grossa spotkają się ze zdecydowanym potępieniem całego Episkopatu. Niestety tak nie było. Przez całe dziesięciolecia Kościół katolicki w Polsce był mocno podzielony. Obok dużej grupy patriotycznych hierarchów istniała wpływowa grupa hierarchów skrajnie filosemickich, dla których najważniejsza była sprawa dialogu z Żydami, za wszelka cenę. Na czele pierwszej grupy hierarchów stali Prymas Polski Józef Glemp. i parokrotny przewodniczący Episkopatu abp. Józef Michalik. Wielokrotnie występowali oni przeciw oszczerczym uogólnieniom J. T. Grossa wobec całego narodu polskiego, wzywali do uczciwego mówienia całej prawdy o roli narodu polskiego w czasie drugiej wojny światowej. Ze zdecydowaną obroną społeczności Jedwabnego przeciw oszczerstwom Grossa występowali ks. biskup Stanisław Stefanek, ks. biskup Albin Małysiak, Kazimierz Ryczan, Edward Frankowski, naczelny redaktor katolickiego tygodnika „Niedziela” ks. infułat Ireneusz Skubiś oraz słynny naukowiec- erudyta ks. profesor Waldemar Chrostowski. Była jednak i druga ponura strona medalu. W wyraźną obronę Grossa angażowało się szereg hierarchów.. Przewodził im abp lubelski Józef Życiński.. Z kolei ówczesny arcybiskup warszawski (dziś także kardynał) Kazimierz Nycz okazał maksimum złej woli, zakazując w kościele przy ul. Dickensa odbycia mego odczytu na temat działań Grossa przeciw Polsce i Kościołowi dosłownie na kilka godzin przed prelekcją. Ataki wobec przeciwników Grossa wielokrotnie wszczynał agent SB przez 25 lat ks. Michał Czajkowski. Szczególnie negatywną rolę poprzez swą popularyzacje Grossa odgrywał „Obłudnik Powszechny”, kierowany przez ks. Adama Bonieckiego. Można by długo jeszcze wyliczać nazwiska duchownych, którzy splamili się poparciem dla Grossa i jego popularyzowaniem. By przypomnieć choćby dominikanina o. Tomasza Dostatniego (ostatnio „wsławił się” atakiem na prezydenta A. Dudę), czy osławionego księdza Wojciecha Lemańskiego, który zajadle zaatakował ,mnie w „Więzi” w obronie tez Grossa, jezuitę o. Stanisława Musiała. „Półkownik” o Jedwabnem W 2004 r. historyk i reżyser dokumentalista Artur Janicki nakręcił prawdziwie obiektywny film o Jedwabnem, który potem kilkanaście lat przeleżał się na półkach. Powodem zablokowania tego filmu był jego obiektywizm i obalanie kłamstw Grossa. Przypomnijmy, że w tym samym czasie zakłamany ,oszczerczy antypolski film Agnieszki Arnold na temat Jedwabnego był kilkanaście razy pokazywany w różnych telewizjach, począwszy od telewizji publicznej. I jest to niewiarygodny skandal. Jedną z bohaterek filmu Janickiego była nieodżałowana polska patriotka żydowskiego pochodzenia Dora Kacnelson, swego rodzaju „Jankiel w spódnicy. Sama o sobie mówiła : „Jestem Żydówką Wielkiej Polski” Przypomnijmy, co pisał o Kacnelson prof. Ryszard Bender w „Naszym Dzienniku”: z 5 lipca 2013 r. „Nikt ze środowisk żydowskich tak mocno i zdecydowanie nie demaskował kłamstw i fałszerstw Jana Tomasza Grossa dotyczących Jedwabnego, jak Dora Kacnelson. To nie konfabulator – stwierdzała – to wynajęty przez amerykańskich Żydów oszust”. W filmie Janickiego Kacnelson kolejny raz ogromnie ostro napiętnowała antypolskie oszczerstwa Grossa, mówiąc: „Jak zaczęliśmy czytać Grossa, to od razu było widać, że wszystko tam było nakłamane.” Kacnelson zarzuciła Grossowi, że propagując swoja książkę w różnych krajach świata stara się wciąż „wzniecać nienawiść do Polaków”. W filmie Janickiego jednoznacznie wskazano jak wielkim przełomem było znalezienie łusek po niemieckich nabojach przy stodole w Jedwabnem. Ten wyraźny dowód że część Żydów zginęła od postrzałów obalał twierdzenia Grossa przeczące dominującemu udziałowi Niemców w jedwabieńskiej masakrze Żydów. W tym kontekście plasował reżyser Janicki niebywałe nasilone wówczas naciski Żydów na przerwanie dalszej ekshumacji. Wystarczyło by bowiem znaleźć jedno żydowskie ciało przestrzelone niemiecką kulą, by uznać, że całą masakrę zorganizowali Niemcy, którzy strzelali do Żydów próbujących uciec ze stodoły. Na dodatek wg. Janickiego naciski żydowskie energicznie wspierał sam premier Jerzy Buzek, ostatecznie skutecznie skłaniając ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego do przedwczesnego przerwania ekshumacji. W kontekście tych nacisków żydowskich reżyser Janicki stwierdził, że nie należało im ulegać, lecz odwołać się do prawa polskiego. Przypomniał ,że w różnych krajach wielokrotnie dla celów procesowych rozkopywano mogiły żydowskie. Janicki demaskując oszukańcze manipulacje Grossa w sprawie Jedwabnego, nicował zeznania jego rzekomych świadków, którzy faktycznie nigdy nie widzieli masakry, a znali ją tylko ze słyszenia. Na dodatek dwóch głównych świadków Grossa było całkowicie niewiarygodnych. Jeden z nich w ogóle nie był w Jedwabnem, a drugi, choć wcześniej mieszkał w Jedwabnem już na rok przed masakrą był wywieziony na Sybir, bo ukradł patefon, Janicki ujawnił również skądinąd znaną z tomu „Wokół Jedwabnego” sprawę, że wśród żydowskich „świadków” byli członkowie grasującej kilka lat w Jedwabnem mafii żydowskiej, powiązanej z żydowskimi oficerami UB. Mafia ta wyłudziła dziesiątki kamienic. (O tej mafii por. szerzej Wokół Jedwabnego” op. cit., ss. 379-381, 392-413, 422-424). Dwaj z powołanych przez sąd w 1947 r. świadków: Eliasz Grondowski i Abram Boruszczak siedzieli w więzieniu za fałszywe zeznania w interesie wspomnianej mafii w sprawach Jedwabnego. W filmie bardzo krytycznie oceniono zabierającego głos w sprawie Jedwabnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego (. W filmie bardzo krytycznie oceniono „dokonania” przygotowujących dla Kieresa raport o Jedwabnem: prokuratora Radosława Ignatiewa, oraz historyków Machcewicza i i Persaka W filmie napiętnowana została również rola prezydenta A. Kwaśniewskiego, który bez żadnego uzasadnienia dowodowego błyskawicznie pospieszył z bezprawnymi przeprosinami za Jedwabne w imieniu narodu Polskiego. Janicki obalił twierdzenie Grossa, że Polacy z Jedwabnego rzekomo mordowali Żydów w celach rabunkowych, ukazując znalezione przy ciałach setki złotych monet, biżuterię, zegarki etc. Posłużyło to rządcom telewizji za pretekst do zablokowania filmu Janickiego pod pozorem „antysemityzmu” jego twórcy, który pokazał takie bogactwo Żydów. Jednym z ciekawszych dowodów pokazanych w filmie było świadectwo Hipolita Pijanowskiego z Jedwabnego. Opowiadał on o rozmowie ze swym dawnym kolegą Niemcem, który chwalił się swym udziałem w wymordowaniu Żydów. Szczególnie ważną część filmu stanowiła rozmowa z szefem ekipy archeologicznej, prowadzącej ekshumacje w Jedwabnem – prof. Andrzejem Kolą. Stwierdził on, iż znalezione tam łuski były wystrzelone po 1939 r. i były dowodem na to, że do żydowskich ofiar strzelano z broni ręcznej zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz stodoły. Znamienny był fakt, że raportu prof. Koli w ogóle nie zamieszczono w ogromnym przegadanym dwutomowym wydawnictwie IPN o Jedwabnem (1561 stron). Nazwiska prof. Koli nie ma w ogóle nawet w indeksie dwóch tomów tego „dzieła’..Reżyser Janicki mówił, że były naciski na prof. Kolę , aby w ogóle nie wystąpił w filmie. Znamienne było zachowanie Kieresa, który konsekwentnie unikał spotkania z autorem filmu. Film Janickiego spotkał się za to z bardzo wysoką oceną tak wybitnych historyków jak senator prof. Jan Żaryn czy dr Leszek Żebrowski. Dowody niemieckiej zbrodni 5 stycznia 2008 jeden z najwybitniejszych badaczy historii Polski w drugiej wojnie światowej dr Leszek Żebrowski zamieścił w „Naszym Dzienniku” ważny tekst nt. sprawy Jedwabnego „Nowe kłamstwa Grossa”. Dr Żebrowski przytoczył tam wczesne relacje żydowskie, które zostały pominięte przez Grossa i które nie były wykorzystane w śledztwie IPN-u. Były tam relacje Michaela Maika, Rywki Kaiser i Hersza Cukiermana (Harolda Zissmana). Wszystkie te relacje wskazywały na dominującą rolę Niemców w zbrodni w Jedwabnem. Rzecz znamienna, że ani jedno z przytoczonych przez dr Żebrowskiego zeznań żydowskich (M. Maika, R. Kaizer, H. Zissmana nie zostało przytoczone we wspomnianej już 1561-stronnicowej książce P. Machcewicza i K. Persaka „Wokół Jedwabnego”. Dr Żebrowski przytoczył również inne bardzo ważne potwierdzenie sprawczej i decydującej roli Niemców w mordzie jedwabieńskim – które tu należy przypomnieć”. – zeznanie (z 1949 roku) wysokiego funkcjonariusza SS w Białymstoku Waldemara Macholla (szefa referatu IV A3). Jak pisał Żebrowski znany żydowski historyk Szymon Datner (dyrektor ŻIH-u) ocenił je niezwykle wysoko ocenił zeznanie Macholli, stwierdzając: „Dzięki wyjaśnieniom Macholla można było określić rolę “grup operacyjnych” w okresie administracji wojskowej (czerwiec – lipiec 1941) jako głównych wykonawców lub inicjatorów rzezi ludności żydowskiej w miejscowościach: Białystok, Radziłów, Jedwabne, Wąsosz i in.” ( (Sz. Datner, Niemiecki okupacyjny aparat bezpieczeństwa w okręgu białostockim (1941-1944) w świetle materiałów niemieckich [opracowania Waldemara Macholla], “Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce”, XV, Warszawa 1965. Neostalinowiec Gross W 2011 r. opublikowana została jedna z najostrzejszych pozakrajowych krytyk Grossa –tekst „Neostalinowska wersja historii”, pióra jednego z czołowych naukowców polonijnych Johna Radziłowskiego, profesor historii na University of Alaska Southeast. Prof. Radziłowski pisał „Jan Tomasz Gross jest czołowym przedstawicielem historyków neostalinowskich na uczelniach północnoamerykańskich. Patriotyzm, wiarę katolicką i poświęcenie na rzecz narodu zrównują z kolaboracją z nazistami, a szczególnie z antysemityzmem. Związek Sowiecki to nie morderczy wróg, lecz „bratni wyzwoliciel”. Prof. John Radziłowski przedstawił przy tym główne cechy neostalinowskiej historiografii, której sztandarowym reprezentantem jest J. jej wrogość wobec polskości i Kościoła. czarny obraz Polski, inwektywy zamiast dyskusji. Radziłowski zwrócił również uwagi na zdeformowane metody badawcze Grossa, pisząc „Sąsiadach” Gross powołuje się na zeznania rzekomych sprawców masakry w Jedwabnem, nie ujawniając, że uzyskano je w wyniku tortur. Czyni to świadomie i bez żadnych wyrzutów sumienia, opierając się na wielu takich niepotwierdzonych i nie poddanych szczegółowej analizie źródłach”. Mówi świadek Stefan Boczkowski 13 grudnia 2013 r. nagłośniona została w Internecie relacja naocznego świadka zbrodni w Jedwabnem (12-letniego w 1941 r.) Stefana Boczkowskiego. Boczkowski opisywał zbrodniczą rolę Niemców z Einsatz Komando, począwszy od przymuszania Polaków, by wskazywali domy, gdzie mieszkali Żydzi. Boczkowski szacował liczbę Niemców na około sto osób. Według relacji Boczkowskiego Niemcy grozili Polakom, że w razie nieposłuszeństwa zostaną skierowani do sądu wojennego i natychmiast skazani na karę śmierci Niemcy zmuszali też Polaków do pilnowania Żydów.. Wbrew kłamstwom Grossa -jak relacjonował Boczkowski – liczni Polacy starali się ratować Żydów, zwłaszcza dzieci. Jak opowiadał Boczkowski Niemcy zmuszali Żydów do krzyczenia „Przez nas wojna!”, kazali śpiewać rosyjskie pieśni i nieść kawałki z rozbitego pomnika Lenina. Boczkowski słyszał wyraźne trzaski kul. Podkreślał, że przy stodole nie było nigdy żadnych działań wojennych, a więc znalezione łuski musiały być efektem niemieckiego strzelania do Żydów. Jednym z ważniejszych wydarzeń w dyskusji o Jedwabnem w ostatnich latach było ogłoszenie w TV Niezależnej Polonii wstrząsającej relacji naocznego świadka wydarzeń Hieronimy Wilczewskiej (miała 8 lat w dniu masakry). Ojciec Wilczewskiej został zastrzelony przez Niemców jeszcze na miesiąc przed rzezią w Jedwabnem.. Wilczewska żyje od lat w New Britain w stanie Connecticut w USA. Wilczewska opisywała jak gestapowiec żądał, aby się napatrzyła, co Niemcy robią z Żydami, bo jak skończą z Żydami, to zrobią to samo z Polakami. Wilczewska szczegółowo opisała widziane przez nią zapędzanie Żydów do stodoły, która później spalili. Jej przejmująca relacja stanowi centralna część filmu pary polonijnych działaczy Wacława i Elżbiety Kujbidów: „Jedwabne– Naoczni świadkowie-Spisane Świadectwa – Pominięte fakty.” Film Kujbidów jednoznacznie oskarżał Niemców o zbrodnie w Jedwabnem w oparciu o świadectwa naocznych świadków, a zarazem piętnował świadome zakłamania w śledztwie IPN-u. Jak akcentowali Kujbidowie śledztwo to oparto na świadectwach ludzi, którzy nie urodzili się w Jedwabnem. Kujbidowie bardzo ostro krytykowali utajnienie raportu prof. A. Koli z ekshumacji w Jedwabnem i domagali się natychmiastowego odtajnienia wszystkich przemilczanych dotąd raportów i zeznań. Podczas debaty dla „Wnet” Elżbieta Kujbid powiedziała: „Musimy teraz przywrócić Polsce i Polkom dobre imię. Nie zgadzamy się na kłamstwo historyczne. Polacy muszą być silnym, dumnym narodem. (…) Bronimy Polski, bronimy dobrego imienia Polaków i bardzo Was Państwo prosimy: róbcie to samo!”. W ciągu ostatnich kilku latach przybyło paru nowych autorów wypowiadających się w sprawie Jedwabnego. Najciekawsze spośród nich wydają się wystąpienia dr Ewa Kurek, która w przeszłości napisała wiele cennych prac z tematyki polsko-żydowskiej. Jednym z ważniejszych najnowszych głosów w debacie o Jedwabnem była audycja O. Jacka Cydzika „Żydowskie kłamstwa i zmowa milczenia zdrajców Polski” w Telewizji Trwam 26 stycznia 2016 r. W audycji odtworzono wypowiedzi nieodżałowanego wielkiego Polaka z Polonii dr Jana Moora Jankowskiego z 29 lipca 2004 r. Dr Moor – Jankowski był przez 30 lat doktorem medycyny sadowej Wspominał w audycji, że pracował niegdyś jako lekarz w Izraelu i był odznaczony tam orderem Trumpeldor przez premier Goldę Meir. Pracował również w żydowskich szpitalach w Nowym Jorku. Nawiązując do tych swoich doświadczeń wspomniał, że wszędzie tam dokonywano ekshumacji żydowskich zmarłych, gdy było to potrzebne z prawnego punktu widzenia,. Uznawano bowiem, że jeśli ma się do czynienia ze sprawą kryminalną, to najważniejszą rzeczą jest właśnie ekshumacja. W tej sytuacji ostro Moor- Jankowski skrytykował przerwanie ekshumacji przez kieresowski IPN, mówiąc: „Nie postępowano według przepisów nowoczesnej nauki i zatuszowano, pogrzebano sprawę”. Dr Moor – Jankowski mówił, że na próżno próbował w tej sprawie telefonować do Kieresa i Kuleszy. Jaśnie – panowie dygnitarze (to mój komentarz) w ogóle nie odpowiadali na telefony słynnego lekarza polonijnego o międzynarodowej sławie.. Zdaniem dr Moor-Jankowskiego „można mówić o niekompetencji, a nawet spisku” ze strony ówczesnego kierownictwa IPN-u. Moor-Jankowski wielokrotnie na próżno domagał się natychmiastowego wznowienia ekshumacji. W rozmowie ze mną mówił, że „nie ma połowicznej ekshumacji, tak jak nie ma połowicznej ciąży”. W trakcie audycji w Telewizji Trwam cytowano również wypowiedzi innego wielkiego autorytetu polonijnego prof. Ivo. C. Pogonowskiego, który bardzo ostro krytykował kłamstwa Grossa. Jednym z najciekawszych wątków audycji było przytoczenie licznych zeznań świadków nie uwzględnionych przez IPN, którzy mówili o mordzie w Jedwabnem jako wyłącznym „dziele” Niemców. Wśród tych świadków był również Żyd G. E., który stwierdził : „Matka moja Bluma Grondowska została spalona przez Niemców”. Wznowić ekshumację w Jedwabnem Cytowane wyżej liczne nowe relacje o Jedwabnem jakie zostały upublicznione w ciągu 13 lat, od czasu umorzenia śledztwa w tej sprawie przez IPN 30 czerwca 2003 r. prowadzą do następującego wniosku. Nowe ważne relacje powinny skłonić do jak najszybszego wznowienia śledztwa i zarazem do dokończenia tak pochopnie przerwanej ekshumacji. Myślę, że bardzo przydałby się apel polskich środowisk patriotycznych do władz polskich o jak najszybsze wznowienie tak niegodne przedwcześnie zamkniętego przez ekipę L. Kieresa śledztwa w sprawie Jedwabnego. A także o jak najszybsze doprowadzenia do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem. Apeluję też do burmistrza i władz gminy Jedwabne o jak najmocniejsze poparcie ewentualnego apelu w powyższej sprawie. Wznowienie ekshumacji w Jedwabnem i ostateczne rozbicie fałszów zatrutej narracji Grossa jawi się jako jedno z centralnych zadań polskiej polityki historycznej. Jest to niezbędne zarówno generalnie dla oczyszczenia obrazu Polski z fałszów jak i dla mieszkańców regionu Jedwabnego, których tak długo obrzucano generalizującymi obrzydliwymi pomówieniami. Zapłacili tak wysoka cenę za swój heroiczny opór wobec sowieckiej okupacji w latach 1939-1941 i w czasach utrwalania tzw. władzy ludowej w pierwszych latach powojennych.
cała prawda o zdradzie